Naprawa tarasu. Dlaczego płytki odpadają i jak temu zapobiec?
Naprawa tarasu. Dlaczego płytki odpadają i jak temu zapobiec?
Nasz taras wyłożony jest płytkami ceramicznymi. Cztery lata temu przeszedł remont, bo okładzina zaczęła odchodzić od podłoża. Mimo tak krótkiego czasu blaszane obróbki znów pokryła rdza, a płytki przy krawędziach dudnią pod młotkiem. Czy taras da się wyremontować raz a porządnie – tak, żeby wytrzymał dłużej niż kilka sezonów?
Taras jest jednym z najtrudniejszych elementów domu, bo pełni dwie sprzeczne role naraz: jest podłogą, po której chodzimy, i jednocześnie przegrodą zewnętrzną, która musi znosić deszcz, mróz i słońce. Betonowa płyta wykończona płytkami ceramicznymi lub klinkierowymi przez dziesięciolecia była u nas rozwiązaniem domyślnym. W polskim klimacie taka konstrukcja, wykonana bezbłędnie, dotrwa w dobrej formie kilkanaście lat. Jeśli ekipa poszła na skróty albo sięgnęła po przypadkowe materiały, pierwsze objawy zniszczenia pojawią się po dwóch, trzech sezonach.
Obciążenia użytkowe – meble, ciężkie donice, przesuwane sprzęty – są przy tym najmniejszym problemem. Znacznie groźniejsza jest pogoda. Ciemna okładzina w lipcowe południe nagrzewa się do 60–70°C, a w nocy schładza do kilkunastu stopni; taka amplituda wywołuje ruchy termiczne, które muszą się gdzieś rozładować. Zimą dochodzi do tego mróz i kilkadziesiąt przejść przez granicę 0°C w ciągu jednego sezonu. Woda, która zdołała wniknąć pod okładzinę, przy każdym takim cyklu zwiększa objętość o blisko dziesięć procent i rozsadza wszystko od środka – najpierw spoiny, potem warstwę kleju, wreszcie sam beton.
Dlatego po kilku latach taras niemal zawsze potrzebuje przynajmniej drobnej interwencji. Zakres prac zależy od tego, jak głęboko sięgnęły uszkodzenia. Wykruszone fugi i pojedyncze odspojone płytki naprawia się miejscowo: uzupełnia spoiny, wymienia okładzinę, w razie potrzeby odtwarza izolację podpłytkową na naprawianym fragmencie. Gdy woda przenika w głąb konstrukcji – co na tarasie nad pomieszczeniem mieszkalnym objawia się zaciekami na suficie – ratunkiem jest wyłącznie rozbiórka wszystkich warstw i ułożenie ich od nowa. Doraźne łatanie w takiej sytuacji tylko odsuwa w czasie nieuchronny, większy wydatek.
Jak ocenić stan tarasu przed remontem?
O zakresie remontu nie decyduje wygląd nawierzchni, tylko to, co dzieje się pod nią. Zanim ktokolwiek zacznie kuć, warto przeprowadzić prostą diagnostykę – zajmuje pół godziny, a potrafi uchronić przed wyrzuceniem pieniędzy na naprawę, która nie usunie przyczyny.
Zaczynamy od opukania całej powierzchni drewnianym młotkiem, także tam, gdzie płytki wyglądają na nienaruszone. Dźwięczny odgłos oznacza dobrą przyczepność, głuchy – pustkę pod okładziną. Pojedyncze głuche płytki można wymienić miejscowo. Jeśli jednak głucho brzmią całe pasy albo znaczna część powierzchni, warstwa klejowa jest wadliwa na całym tarasie i punktowe łatanie niczego nie rozwiąże. Osobnego namysłu wymagają głuche płytki wzdłuż zewnętrznej krawędzi – tam przyczyną bywa woda wnikająca od strony uszkodzonego okapnika, więc naprawa samej okładziny bez wymiany obróbki skończy się powtórką problemu.
Drugi krok to sprawdzenie spadku. Wystarczy poziomica dwumetrowa albo wylanie wiadra wody: kałuże utrzymujące się dłużej niż kwadrans to dowód, że płyta jest zbyt płaska lub odkształcona. Trzeci – oględziny spodu płyty i obróbek: rdzawe zacieki na okapniku, wykwity wapienne na czole płyty i sople zwisające zimą spod krawędzi świadczą o tym, że woda krąży wewnątrz konstrukcji. Na tarasie nad pomieszczeniem dochodzi kontrola sufitu w pokoju poniżej; wilgotne plamy albo odparzony tynk przesądzają sprawę – hydroizolacja jest nieszczelna i remont musi objąć całą konstrukcję.
Warto też zajrzeć w dylatacje. Ich brak przy ścianie budynku albo pola większe niż kilkanaście metrów kwadratowych to gotowa recepta na pęknięcia, niezależnie od jakości płytek i kleju.
Analiza zniszczeń tarasu z płytkami ceramicznymi
Pęknięcia okładziny mają zwykle jedną z trzech przyczyn. Pierwsza to brak dylatacji albo zbyt wąskie spoiny – naprężenia wywołane wahaniami temperatury i wilgotności nie mają wtedy jak się rozładować i szukają ujścia, rozrywając płytki. Druga to kiepska jakość samej ceramiki, mało odpornej na obciążenia punktowe i na mróz. Trzecia, najpoważniejsza, to uszkodzenie warstw podposadzkowych: niestabilne podłoże, za słaby podkład albo termoizolacja, która ugięła się pod obciążeniem.
Charakter rysy dużo mówi o jej źródle. Długie pęknięcia o nieregularnym przebiegu, ciągnące się przez całą szerokość lub długość tarasu, wskazują najczęściej na brak dylatacji w nawierzchni i podkładzie. Podobnie wyglądają uszkodzenia na tarasach z niestabilnym podłożem albo zbyt cienką warstwą dociskową – tyle że tam nawierzchnia dodatkowo się odkształca, tworząc uskoki, wgłębienia i wybrzuszenia. Zjawisko to spotyka się głównie na tarasach na gruncie, gdzie płytę wylano na niezagęszczonej podsypce, oraz na tarasach ocieplonych zbyt miękkim styropianem, przykrytym cienką, niezbrojoną wylewką.
Kruszenie się i łuszczenie powierzchni płytek to sygnał, że użyto materiału o zbyt dużej nasiąkliwości albo bez potwierdzonej mrozoodporności. Odspajanie – że zawiodła zaprawa klejowa, technika jej nakładania albo że pod okładziną w ogóle zabrakło izolacji przeciwwilgociowej i woda stale podmywa warstwę kleju.
Analiza zniszczeń tarasu z kostki betonowej
Kostkę układa się na tarasach na gruncie, a jej uszkodzenia biorą się prawie zawsze z tego, co znajduje się pod spodem. Typowy scenariusz to rozjechanie się obrzeży, które przestają trzymać nawierzchnię, albo osiadanie źle zagęszczonej podbudowy. Efekt to szerokie szczeliny między kostkami, pofalowana powierzchnia i miejscowe zapadnięcia, w których stoi woda.
Naprawa miejscowa rzadko przynosi trwały skutek, bo nie usuwa przyczyny. Rozsądniej rozebrać nawierzchnię, odtworzyć i zagęścić podbudowę warstwami po 10–15 cm, ustabilizować obrzeża na betonowej ławie i ułożyć kostkę na nowo, zachowując spadek od budynku.
Analiza zniszczeń tarasu drewnianego
Deski układa się albo na betonowej płycie, albo na konstrukcji wsporczej z drewna lub stali. Drewno z czasem murszeje i gnije – zawsze zaczyna się to w miejscach, które długo pozostają wilgotne: na stykach desek z legarami, przy śrubach i tam, gdzie nawierzchnia dotyka gruntu. O trwałości decyduje więc nie tyle gatunek drewna, ile wentylacja pod pokładem i odsunięcie konstrukcji od podłoża, dzięki którym po deszczu wszystko szybko wysycha.
Pojedyncze zniszczone deski wymienia się bez trudu, zwłaszcza przy montażu na klipsy. Gdy próchnieją legary albo konstrukcja zaczyna pracować pod stopami, naprawa punktowa nic nie da – trzeba zdemontować pokład i zbudować go od nowa, tym razem z zapewnieniem przewiewu i podkładek dystansowych pod legarami.
lastryko - analiza zniszczeń
Szlifowany cement z kruszywem, czyli popularne dawniej lastryko, należy do najtrwalszych wykończeń tarasu, ale i ono ma słaby punkt: nie wybacza ruchów podłoża. Powstające w nim rysy stają się drogą dla wody, która niszczy głębsze warstwy konstrukcji i – na tarasach nad pomieszczeniami – prędzej czy później pojawia się na suficie poniżej.
Poza pęknięciami na lastryko spotyka się obtłuczenia i wykruszone krawędzie, będące skutkiem uderzeń i obciążeń mechanicznych. Drobne ubytki uzupełnia się zaprawami naprawczymi PCC z domieszką kruszywa o zbliżonej barwie, a całość zabezpiecza impregnatem hydrofobizującym. Rysy przechodzące przez całą grubość nawierzchni oznaczają jednak, że problem tkwi w podłożu, a nie w wykończeniu.
Dlaczego obróbki rdzewieją?
Autorka pytania nie napisała, czy jej taras opiera się na gruncie, czy przykrywa pomieszczenie, ale sama obecność obróbek blacharskich wskazuje raczej na drugi wariant.
Skorodowane obróbki tarasów ze stalowej blachy ocynkowanej (fot. z lewej: Archiwum BD) i powlekanej (fot. z prawej: J. Werner).
Skąd tak szybka korozja okapników? Odpowiedź kryje się w materiale. Wykonawcy nagminnie sięgają po blachę stalową ocynkowaną albo powlekaną – tę samą, która na dachu potrafi przetrwać kilkadziesiąt lat. Na tarasie warunki są jednak zupełnie inne: obróbka tkwi w kleju i zaprawie cementowej, a nie wisi w suchym, przewietrzanym miejscu.
Woda, która przedostaje się pod okładzinę, nawet w śladowych ilościach rozpuszcza sole mineralne i alkalia zawarte w zaprawach. Jej odczyn rośnie wtedy powyżej pH 13, a w tak silnie zasadowym środowisku powłoka cynkowa i warstwa pasywacyjna po prostu się rozpuszczają. Gdy stalowy rdzeń zostanie odsłonięty, korozja postępuje lawinowo i nie da się jej już zatrzymać żadną powłoką malarską. To dlatego rdza wraca nawet na tarasie wyremontowanym cztery lata wcześniej – wymieniono okładzinę, ale zostawiono materiał, który w tym miejscu nie ma prawa się sprawdzić.
Rozwiązaniem jest rezygnacja ze stalowej blachy na rzecz systemowych profili okapowych z aluminium, odpornych na środowisko alkaliczne. Alternatywą pozostaje blacha ze stali nierdzewnej, a na tarasach na gruncie – profile z twardego PVC. Równie ważny jak materiał jest sposób montażu: profil mocuje się do czoła płyty przed wykonaniem izolacji podpłytkowej, a masę uszczelniającą wyprowadza na jego kołnierz i wtapia w nią taśmę uszczelniającą. Okapnik doklejony na końcu, już do gotowej okładziny, jest ozdobą, a nie zabezpieczeniem.
Żeby zwiększyć trwałość wykończenia tarasu, stalowe obróbki warto zastąpić specjalnymi profilami okapowymi z aluminium. (fot. Renoplast)
Co zrobić, żeby płytki się nie odspajały?
Za odklejanie się okładziny odpowiada zwykle sposób nakładania zaprawy. Na tarasie nie wolno mocować płytek na kleju rozłożonym plackami! Pod spodem powstają wtedy pustki, w których gromadzi się woda; zimą zamarza i po prostu odrywa płytkę od podłoża. Obowiązuje metoda kombinowana, zwana też buttering-floating: zaprawę rozprowadza się packą zębatą na podłożu i dodatkowo cienko na spodzie płytki, tak by po dociśnięciu wypełniła całą przestrzeń bez pęcherzy powietrza.
Druga typowa przyczyna uszkodzeń to brak dylatacji. Płyta tarasowa musi być oddzielona od ścian budynku dylatacją obwodową i podzielona na pola o boku 3–4 m, przy czym linie podziału powinny pokrywać się ze spoinami między płytkami. Szczeliny wypełnia się sznurem dylatacyjnym i trwale elastyczną masą, a nie zaprawą fugową.
Pod okapnik przygotowuje się obniżenie wzdłuż zewnętrznej krawędzi płyty betonowej. (fot. J. Werner)
Przy remoncie kapitalnym skuwa się wylewkę, a nowe warstwy układa dopiero na oczyszczonym i zagruntowanym podłożu. Sprawą pierwszorzędną jest spadek: około 2%, czyli 2 cm na metrze, skierowany od ścian budynku na zewnątrz. Mniejsze pochylenie nie odprowadzi wody z powierzchni w rozsądnym czasie, a każda kałuża stojąca na tarasie po deszczu to zapowiedź kłopotów w pierwsze mrozy.
Wzdłuż zewnętrznej krawędzi płyty formuje się obniżenie, w którym osadza się później obróbkę albo, w lepszym wariancie, systemowy profil okapowy. To detal, który wykonawcy pomijają najczęściej, a od niego zależy, czy woda spłynie z krawędzi, czy zacznie podciekać pod płytę.
Na tak ukształtowanej płycie wykonuje się pierwszą izolację przeciwwilgociową – tradycyjnie z papy termozgrzewalnej albo nowocześniej, z masy bitumiczno-polimerowej układanej na siatce zbrojącej lub folii w płynie. Każdą hydroizolację nanosi się w dwóch warstwach i wyprowadza na ściany co najmniej 15 cm powyżej poziomu gotowej nawierzchni.
Na tarasach nad pomieszczeniem na izolacji przeciwwilgociowej układa się termoizolację. Bywa nią styropian, ale zdecydowanie lepiej sprawdza się polistyren ekstrudowany XPS – twardy, praktycznie nienasiąkliwy i odporny na obciążenia. Termoizolację przykrywa warstwa dociskowa z betonu o grubości minimum 5 cm, zbrojona siatką przeciwprężną albo włóknami rozproszonymi i oddylatowana od ściany taśmą piankową lub paskami styropianu.
Dopiero na niej pojawia się druga hydroizolacja, podpłytkowa, przejmująca wodę, która przeniknie przez fugi i mikrorysy w ceramice. Najlepiej sprawdzają się tu dwuskładnikowe mineralne masy uszczelniające, nakładane w dwóch warstwach o łącznej grubości podanej przez producenta, z taśmami uszczelniającymi wklejonymi we wszystkich narożach, przy progu drzwi i na połączeniach z profilem okapowym. To właśnie naroża, a nie płaszczyzny, przeciekają w praktyce najczęściej.
Typowy błąd wykonawczy - przestrzeń pod płytką nie została dokładnie wypełniona klejem. (fot. J. Werner)
Elastyczną zaprawę klejową nakłada się na podłoże i na płytki. (fot. J. Werner)
Do klejenia wolno używać wyłącznie zapraw elastycznych przeznaczonych do zastosowań zewnętrznych, o oznaczeniu C2 TE S1, a przy większych obciążeniach termicznych – S2 według normy PN-EN 12004. Same płytki muszą mieć potwierdzoną mrozoodporność; bezpiecznym wyborem jest gres o nasiąkliwości poniżej 0,5%, czyli grupy BIa, a nie ceramika o chłonnym czerepie. Na tarasie liczy się także antypoślizgowość – warto szukać klasy R11. Wreszcie spoiny: nie mogą być zbyt wąskie, bo nie przejmą ruchów okładziny. Rozsądne minimum to 5 mm, a zaprawa fugowa powinna być elastyczna i o obniżonej nasiąkliwości, oznaczona jako CG2 WA.
Uszczelnienie zespolone i drenaż podpłytkowy
Nawet bezbłędnie ułożona okładzina ceramiczna nie jest szczelna. Woda przenika przez fugi i mikrorysy, dociera do warstwy klejowej i tam zostaje – bo pod spodem czeka na nią izolacja podpłytkowa. Zimą ta uwięziona wilgoć zamarza i odrywa płytki od podłoża. Na tym polega słabość klasycznego układu: chroni konstrukcję, ale nie chroni samej okładziny.
Odpowiedzią na ten problem jest uszczelnienie zespolone z warstwą drenażową. Zamiast nakładać masę bezpośrednio pod klej, układa się systemową matę – najczęściej z polipropylenu lub PVC, o strukturze kubełkowej albo wytłaczanej – która jednocześnie odprowadza wodę spod okładziny w stronę okapnika i przejmuje naprężenia między płytą a płytkami. Mata pełni więc trzy funkcje naraz: uszczelnia, drenuje i rozdziela warstwy, dzięki czemu pękająca wylewka nie pociąga za sobą ceramiki.
Warunkiem skuteczności jest wyprowadzenie maty na profil okapowy z otworami odwadniającymi. Jeśli woda dopłynie kanalikami do krawędzi płyty i nie znajdzie ujścia, pod okładziną zbierze się wtedy więcej wody niż bez maty. Rozwiązanie to kosztuje więcej niż tradycyjna masa uszczelniająca, ale na tarasie nad pomieszczeniem, gdzie każdy przeciek oznacza remont sufitu w pokoju poniżej, różnica w cenie zwraca się przy pierwszej uniknionej awarii.
Taras wentylowany - alternatywa dla klejonych płytek
Czytelniczka pyta o remont solidniejszy niż poprzedni. Najdalej idącą odpowiedzią jest rezygnacja z klejenia okładziny w ogóle. W tarasie wentylowanym płyty gresowe o grubości 20 mm albo płyty betonowe układa się swobodnie na regulowanych wspornikach, kilka centymetrów nad hydroizolacją. Nawierzchnia niczego nie dotyka poza czterema punktami podparcia, a woda spływa szczelinami między płytami wprost na izolację i dalej do okapnika.
Zalety są zasadnicze. Znika problem odspajania, bo nie ma kleju. Znika problem pękania, bo płyty pracują niezależnie od siebie. Znika kwestia mrozu pod okładziną, bo w przestrzeni pod płytami stale krąży powietrze. Wsporniki mają regulację wysokości, więc nawierzchnia pozostaje idealnie pozioma mimo dwuprocentowego spadku hydroizolacji, a przy odpowiednim zapasie można zlicować taras z poziomem podłogi w domu – warunkiem jest kilka centymetrów wolnej wysokości nad izolacją, których na tarasie z niskim progiem drzwiowym może po prostu nie być. Największa praktyczna korzyść ujawnia się przy usterce: pojedynczą płytę podnosi się ręką, sprawdza izolację i odkłada na miejsce, bez kucia i bez pyłu.
Ograniczenia też są realne. Płyty trzeba dobrać z odpowiednim marginesem wytrzymałości, a przy krawędziach i przy balustradzie zabezpieczyć przed przesuwaniem. Zimą śnieg wpada w szczeliny między płytami, co bywa uciążliwe, choć nie szkodliwe.
Podobną logikę stosuje się przy pokładach z deski kompozytowej lub drewnianej układanej na legarach z podkładkami dystansowymi. Kompozyt drewniano-polimerowy nie wymaga corocznego olejowania i nie próchnieje, choć z czasem blaknie i nagrzewa się mocniej niż drewno. Deska tarasowa z modrzewia albo gatunków egzotycznych wygląda lepiej, ale wymaga systematycznej konserwacji. W obu przypadkach obowiązuje ta sama zasada, co przy płytach na wspornikach: hydroizolacja pod spodem musi być kompletna i sprawna, bo to ona, a nie nawierzchnia, chroni konstrukcję.
Ceny zależą od regionu, dostępu do tarasu i renomy ekipy, ale rzędy wielkości są dość stabilne. Poniższe stawki pochodzą z połowy 2026 roku i obejmują robociznę wraz z materiałami budowlanymi, ale bez ceny samej okładziny, którą podajemy osobno.
Sama rozbiórka okładziny z wywozem gruzu to wydatek 80–140 zł/m², a skucie wszystkich warstw aż do płyty konstrukcyjnej 150–250 zł/m². Nowa izolacja przeciwwilgociowa na płycie kosztuje 60–110 zł/m², termoizolacja z XPS o grubości 10 cm – 90–140 zł/m², a zbrojona warstwa dociskowa 90–150 zł/m². Hydroizolację podpłytkową z masy dwuskładnikowej wraz z taśmami w narożach wycenia się na 90–160 zł/m², a wariant z matą drenażową na 140–220 zł/m². Ułożenie gresu metodą kombinowaną z fugowaniem to 180–280 zł/m² robocizny. Same płytki kosztują od 90 zł/m² w przypadku prostych gresów do 250 zł/m² i więcej za formaty wielkoformatowe. Aluminiowy profil okapowy z montażem kosztuje 60–120 zł za metr bieżący.
W sumie kompleksowy remont tarasu nad pomieszczeniem, ze skuciem wszystkich warstw i odtworzeniem ich od nowa, zamyka się zwykle w przedziale 700–1200 zł/m². Wymiana samej okładziny na tarasie na gruncie, gdzie płyta jest w dobrym stanie, to 350–550 zł/m². Taras wentylowany na wspornikach wypada porównywalnie z okładziną klejoną: płyty gresowe 20 mm kosztują 150–300 zł/m², wsporniki 60–120 zł/m², a montaż 100–160 zł/m². Pokład z deski kompozytowej wraz z legarami i robocizną to 400–700 zł/m².
Na wycenie warto szukać nie najniższej ceny, lecz pozycji, które w tanich ofertach po prostu nie występują: taśm uszczelniających w narożach, profilu okapowego, dylatacji pól i drugiej warstwy hydroizolacji. Ich brak obniża kosztorys o kilkanaście procent i skraca życie tarasu o kilkanaście lat.
Czy remont tarasu wymaga zgłoszenia?
Odtworzenie okładziny i warstw wykończeniowych tarasu na gruncie nie wymaga żadnych formalności. Przesądza o tym art. 29 ust. 4 pkt 2 lit. a Prawa budowlanego, który zwalnia remont obiektów budowlanych z obowiązku uzyskania pozwolenia i dokonania zgłoszenia. Wyjątkiem objęte są wyłącznie przegrody zewnętrzne i elementy konstrukcyjne budynków, których budowa wymagała pozwolenia – a taras oparty na gruncie do tej kategorii nie należy.
Inaczej wygląda sprawa tarasu nad pomieszczeniem. Jego warstwy pełnią funkcję stropodachu, a więc przegrody zewnętrznej budynku. Zgodnie z art. 29 ust. 3 pkt 2 lit. b Prawa budowlanego remont takiej przegrody nie wymaga pozwolenia, ale podlega zgłoszeniu w starostwie. Granica biegnie tam, gdzie kończy się bieżąca konserwacja: wymianę samych płytek urzędy traktują zwykle jako roboty wykończeniowe, natomiast odtworzenie hydroizolacji i termoizolacji stropodachu to już przywracanie funkcji przegrody zewnętrznej i zgłoszenie jest wtedy konieczne. Ponieważ granica ta bywa oceniana różnie w różnych urzędach, przed większym remontem warto zadzwonić do wydziału architektury – zgłoszenie jest bezpłatne, a jego brak może być kosztowny.
Powiększenie tarasu albo jego zabudowanie, na przykład ogrodem zimowym, wykracza poza definicję remontu i staje się rozbudową lub przebudową, prowadzoną w odrębnej procedurze. Samo zadaszenie tarasu naziemnego o powierzchni do 35 m² nie wymaga formalności, o ile powierzchnia dachu również nie przekracza 35 m². Przy tarasie większym niż 35 m² i dachu do 50 m² konieczne jest zgłoszenie, a przekroczenie tych parametrów albo zamknięcie konstrukcji ścianami oznacza już pozwolenie na budowę.
Najostrzejsze zasady obowiązują w obiektach wpisanych do rejestru zabytków. Na podstawie art. 29 ust. 7 pkt 1 Prawa budowlanego wszystkie roboty budowlane przy takim obiekcie wymagają decyzji o pozwoleniu na budowę – żadne ze zwolnień nie ma tu zastosowania. Dodatkowo art. 39 ust. 1 nakazuje uzyskać wcześniej pozwolenie wojewódzkiego konserwatora zabytków i dołączyć je do wniosku.
Jak dbać o taras po remoncie?
Nawet najlepiej wykonany taras da się zniszczyć w dwie zimy. Podstawową zasadą jest bezwzględna rezygnacja z soli drogowej i chlorkowych środków do odladzania. Chlorki rozpuszczają spoiwo w fugach, przyspieszają korozję obróbek i wywołują wykwity na powierzchni ceramiki. Do usuwania śliskości służy piasek albo drobny grys, które wiosną po prostu się zmiata. Śnieg zgarnia się szuflą z gumową albo plastikową krawędzią, nigdy metalową łopatą, a przy okładzinie na wspornikach – ostrożnie, żeby nie podważyć płyty.
Raz w roku, najlepiej wczesną wiosną, warto obejść taras z drewnianym młotkiem w ręku. Pojedyncza spękana fuga naprawiona w marcu kosztuje kilkadziesiąt złotych; ta sama fuga zignorowana przez trzy sezony oznacza odspojoną okładzinę na kilku metrach kwadratowych. Trzeba też sprawdzić drożność otworów odwadniających w profilu okapowym oraz szczelin między płytami – zapchane liśćmi i mchem przestają odprowadzać wodę.
Do mycia wystarczy woda z detergentem o odczynie obojętnym i szczotka. Myjki ciśnieniowej lepiej używać oszczędnie i z dystansu, bo strumień pod dużym ciśnieniem wypłukuje fugi szybciej, niż robi to dziesięć lat deszczu. Elastyczne masy w dylatacjach mają swoją żywotność – po ośmiu, dziesięciu latach warto je wyciąć i wypełnić szczeliny na nowo. To najtańsza czynność konserwacyjna na tarasie i jednocześnie ta, która najczęściej decyduje o tym, czy okładzina przetrwa kolejną dekadę.
Od 1998 roku Redakcja "Budujemy Dom" tworzy społeczność pasjonatów budownictwa, którzy z chęcią dzielą się swoją wiedzą i doświadczeniem. Nasz zespół to wykwalifikowani redaktorzy, architekci, inżynierowie i specjaliści z różnych dziedzin budownictwa, którzy stale poszerzają swoją wiedzę i śledzą najnowsze trendy.