Osuszanie nowego domu. Jak przyspieszyć wysychanie?
Osuszanie nowego domu. Jak przyspieszyć wysychanie?
fot. Solbet
Przed rozpoczęciem prac wykończeniowych i wnoszeniem wyposażenia trzeba się upewnić, że tzw. wilgoć technologiczna spadła do poziomu bezpiecznego dla materiałów, zwłaszcza drewnianych, a warunki panujące w pomieszczeniach zapewnią komfort mieszkania. Orientacyjnie przyjmuje się, że w sprzyjających okolicznościach samoczynne osuszenie budynku trwa co najmniej trzy miesiące, a skrócenie tego czasu wymaga celowych działań ułatwiających odprowadzanie pary wodnej.
Znaczna część robót budowlanych prowadzona jest w technologiach mokrych, które wprowadzają do wznoszonego budynku duże ilości wody zarobowej. Zużywają ją zaprawy murarskie, betony podłogowe oraz tynki na ścianach i sufitach. Woda umożliwia hydratację cementu i uwodnienie gipsu, czyli reakcje prowadzące do stwardnienia obu spoiw. W domu jednorodzinnym łączna ilość wody wprowadzonej w ten sposób sięga kilku tysięcy litrów.
Tylko część tej wody pozostaje w materiale na stałe. Cement wiąże chemicznie wodę w ilości około jednej czwartej swojej masy, gips przechodzi w dwuwodny siarczan wapnia, a kolejna porcja wsiąka w podłoże. Nadmiar pozostaje w przegrodach jako woda wolna i stopniowo odparowuje do wnętrza budynku, istotnie zwiększając wilgotność powietrza. To właśnie tę wodę trzeba usunąć przed rozpoczęciem wykańczania.
Osobnym źródłem zawilgocenia jest wilgoć zdarzeniowa, czyli woda, która trafiła do przegród przypadkowo. Odpowiadają za nią opady padające na materiały składowane bez zabezpieczenia, deszcz zalewający otwartą konstrukcję ścian i stropów przed zamknięciem stanu surowego, a także zalania i awarie instalacji. Taka woda przenika często głęboko w przekrój przegrody i znacząco przedłuża wysychanie.
Ocena stanu zawilgocenia nowego domu nie jest łatwa. Krótkotrwały pomiar wilgotności powietrza w pomieszczeniu nie wystarczy, ponieważ jego wynik zależy przede wszystkim od temperatury i intensywności wietrzenia. Odczyt z higrometru nie mówi więc nic pewnego o wodzie zgromadzonej w ścianach i podłogach.
Sam pomiar wilgotności powietrza ma sens dopiero w ustabilizowanych warunkach. Wstępną ocenę przeprowadza się więc w wygrzanym pomieszczeniu, przy temperaturze 20°C i wentylacji pracującej w normalnym trybie przez kilka kolejnych dni. Na wynik wpływa również pogoda, dlatego trzeba uwzględnić ilość pary wodnej doprowadzanej wraz z powietrzem wentylacyjnym z zewnątrz.
O nadmiernej wilgotności świadczą też objawy widoczne gołym okiem. Są to ciemniejsze plamy na tynku i podłodze, mięknięcie papieru pozostawionego w pomieszczeniu, zaparowane szyby w chłodnych porach roku oraz charakterystyczny zapach stęchlizny utrzymujący się mimo wietrzenia.
Zawilgocone ściany domu (fot. danielkrol / stock.adobe.com)
Pomiar wilgotności podłoża
Wysoka wilgotność powietrza utrzymująca się przez dłuższy czas jest sygnałem do zmierzenia wilgotności ścian i podłóg. Pomiar jest niezbędny przed ułożeniem posadzek drewnianych i drewnopochodnych, które reagują na wilgoć podłoża pęcznieniem i trwałym odkształceniem.
Wartości graniczne różnią się w zależności od materiału i rodzaju wykończenia. Mierzona metodą karbidową wilgotność jastrychu cementowego pod okładziny drewniane nie może przekraczać 2%, a podłoża anhydrytowego 0,5%; przy oznaczeniu wagosuszarką dla tego samego jastrychu cementowego dopuszcza się 3%. Ściany powinny być wysuszone do poziomu nie wyższego niż 5%, a pod pokrycia malarskie zaleca się 2–3%. Łagodniejsze wymagania obowiązują pod okładziny ceramiczne układane na zaprawach cementowych.
Orientacyjny pomiar wykonuje się elektronicznymi miernikami rezystancyjnymi lub pojemnościowymi. Urządzenia te nie badają wody bezpośrednio, lecz przewodność albo pojemność elektryczną materiału, dlatego ich wskazania zaburzają zbrojenie, sole zawarte w podłożu i domieszki chemiczne. Do wyników takiego pomiaru trzeba więc podchodzić jak do wstępnego rozeznania, a nie do rozstrzygnięcia.
Innego rodzaju informacji dostarcza próba z dwoma termohigrometrami. Nie podaje ona procentowej zawartości wody, lecz rozstrzyga, czy podkład nadal oddaje wilgoć do pomieszczenia. Jeden przyrząd układa się bezpośrednio na wylewce i przykrywa szczelnie arkuszem przezroczystej folii, drugi kładzie na wierzchu folii. Zbliżone wskazania obu przyrządów, nieprzekraczające 50% wilgotności względnej, oznaczają, że podkład nie oddaje już wilgoci do pomieszczenia. Im większa różnica między odczytem spod folii a wskazaniem przyrządu leżącego na niej, tym więcej wody pozostaje w jastrychu. Obserwację prowadzi się przez kilka dni, śledząc przy tym wahania temperatury w pomieszczeniu. Podobnie działa wariant z metalowym naczyniem wypełnionym wodą chłodniejszą od powietrza o mniej więcej 10°C i ustawionym na rozłożonej folii. Naczynie miejscowo wychładza podłoże: rosa skroplona na folii świadczy o wilgotnym powietrzu, a ciemna plama, która po kilku godzinach pojawia się na betonie pod naczyniem, o wilgotnym podkładzie. Szerzej opisujemy te sposoby w artykule Trzy sposoby na sprawdzenie wilgotności wylewki betonowej.
Dokładną wartość wyznacza się metodą karbidową CM albo suszarkową. Obie wymagają pobrania próbki materiału z przegrody, na przykład wiertłem koronowym, i dokładnego jej zważenia.
Metoda CM to profesjonalny sposób pomiaru wykorzystujący specjalistyczne oprzyrządowanie, stosowany głównie przy badaniu podłóg przed ułożeniem parkietu. Próbkę pobiera się do głębokości około dwóch trzecich grubości jastrychu, a następnie rozdrabnia. Odważone 50 g materiału wsypuje się do butli i umieszcza w niej ampułkę z karbidem.
Karbid reaguje z zawartą w próbce wodą, wytwarzając acetylen w ilości proporcjonalnej do jej ilości. Powstający gaz podnosi ciśnienie w butli, a odczyt z manometru przelicza się na procentową zawartość wody.
Metoda suszarkowa daje równie dokładny wynik, choć procedura trwa dłużej. Próbki pobiera się w kilku punktach i na różnych głębokościach, co pozwala odtworzyć rozkład wilgoci w przekroju przegrody. Powinny być możliwie duże, bo zwiększa to dokładność pomiaru, dlatego stosuje się wiertła o średnicy przynajmniej 50 mm.
Zważony materiał umieszcza się w suszarce lub piekarniku nastawionym na 105°C. Próbkę waży się co pewien czas ponownie, aż jej masa przestanie się zmieniać, co oznacza odparowanie całej wody. Różnicę ciężaru próbki mokrej i wysuszonej dzieli się przez ciężar próbki suchej, otrzymując procentową zawartość wody w materiale.
Przykładowo: pobrana ze ściany próbka ważąca 100 g po wysuszeniu waży 95 g, a więc ubyło 5 g wody. Po podzieleniu tej wartości przez 95 g suchego materiału otrzymujemy 0,053, czyli wilgotność 5,3%, nieznacznie ponad dopuszczalne dla ściany 5%.
Różnica progów bierze się z samych metod. Pomiar karbidowy daje wartości nieco niższe od suszarkowego, dlatego wyników uzyskanych każdą z nich nie należy zestawiać ze sobą wprost. Jeżeli producent posadzki określa dopuszczalną wilgotność podłoża, zwykle wskazuje przy tym metodę, którą trzeba się posłużyć.
Mierzenie wilgotności nawierzchni, w tym przypadku ściana (fot. Piotr / stock.adobe.com)
Tempo naturalnego wysychania zależy przede wszystkim od pogody, a ściślej od temperatury i wilgotności powietrza zewnętrznego.
Latem odparowaniu wody z podłoża sprzyja wysoka temperatura, ale w okresach burzowych parne powietrze napływające do wnętrza potrafi ten efekt zniweczyć. Szybsze osuszanie, choć kosztem wydatków na ogrzewanie, uzyskuje się zimą. Chłodne powietrze zawiera niewiele pary wodnej, więc po ogrzaniu we wnętrzu do 20°C jego wilgotność względna gwałtownie spada i chętnie przejmuje kolejne porcje wilgoci, które wentylacja wyprowadza na zewnątrz. Stąd zasada: grzej i wietrz.
Wietrzyć trzeba jednak krótko i intensywnie. Szeroko otwarte okna na kilka minut kilka razy dziennie wymieniają całe powietrze w pomieszczeniu, a ściany nie zdążą się wychłodzić. Okna uchylone na stałe działają odwrotnie: wychładzają przegrody i sprzyjają wykraplaniu się pary na ich powierzchni.
Przy utrzymywanej temperaturze 20°C i wilgotności względnej powietrza 50% jastrych cementowy o grubości 5 cm osiąga wilgotność poniżej 2% po około dwóch miesiącach, a jastrych anhydrytowy schodzi poniżej 0,5% już po miesiącu.
Popularne nagrzewnice wentylatorowe, czyli urządzenia z grzałką elektryczną i dmuchawą, pozwalają ten czas skrócić, pod warunkiem że temperatura nagrzewanego podłoża nie przekroczy 35°C, a pomieszczenie jest intensywnie wentylowane. Na niedostatecznie związanych podłożach cementowych metody tej nie wolno stosować wcześniej niż 30 dni od ich wykonania. Zdecydowanie odradza się natomiast bezprzewodowe nagrzewnice gazowe i olejowe, w których spaliny trafiają wprost do pomieszczenia — spalenie kilograma gazu płynnego daje około półtora litra wody w postaci pary, więc takie urządzenie wnętrze dowilża, zamiast je osuszać.
Typowa nagrzewnica elektryczna na plac budowy ma moc rzędu 3 kW i wentylator o wydajności około 500 m³/h, a producent określa dla niej kubaturę ogrzewanego wnętrza, zwykle kilkadziesiąt metrów sześciennych — i to tym parametrem, a nie samą mocą, należy się kierować przy doborze. Przydatna jest stopniowa regulacja grzania, pozwalająca zejść na niższy bieg albo zostawić sam nadmuch, gdy pomieszczenie osiągnie już właściwą temperaturę. Warto pamiętać, że wbudowany termostat pilnuje temperatury powietrza, a nie powierzchni przegrody, dlatego strumienia gorącego powietrza nie kieruje się wprost na tynk ani na wylewkę.
Ograniczeniem bywa instalacja elektryczna i koszt energii. Urządzenie o mocy 3,3 kW zasilane napięciem 230 V pobiera prąd rzędu 14 A, potrzebuje więc obwodu zabezpieczonego 16 A i nie powinno pracować przez przedłużacz obciążony innymi odbiornikami. Doba pracy ciągłej na najwyższym biegu to blisko 80 kWh, co przy dłuższym osuszaniu staje się głównym składnikiem kosztów.
Osuszanie kondensacyjne jest przy dłuższej pracy wydajniejsze i znacznie mniej energochłonne od samego dogrzewania. Mechanizm polega na schładzaniu przepływającego powietrza, co powoduje wykraplanie się pary wodnej; skroplina zbiera się w pojemniku albo trafia do kanalizacji. Na wylocie powietrze jest jednocześnie nagrzewane, co intensyfikuje odparowanie wilgoci z przegród, po czym nawilżone wraca do osuszacza. Warunkiem skuteczności jest zamknięcie obiegu, czyli uszczelnienie pomieszczenia — okna i drzwi muszą pozostać zamknięte, a osuszania nie łączy się z wietrzeniem. Sprawność urządzeń kondensacyjnych wyraźnie spada poniżej 15°C, a używany zamiennie domowy klimatyzator zastępuje je tylko częściowo, bo wychładza wnętrze i tym samym spowalnia parowanie z podłoża.
Osuszanie adsorpcyjne opiera się na materiale silnie chłonącym wilgoć, najczęściej żelu krzemionkowym osadzonym na obrotowym rotorze. Przepływające powietrze oddaje mu wodę i po podgrzaniu wraca do pomieszczenia, gdzie osusza przegrody, a złoże jest na bieżąco regenerowane strumieniem gorącego powietrza, które przejmuje z niego wilgoć i musi zostać odprowadzone przewodem na zewnątrz budynku. Zaletą tej metody jest skuteczność w niskich temperaturach, dzięki czemu sprawdza się zimą i w pomieszczeniach nieogrzewanych.
Osuszanie mikrofalowe stosuje się przy znacznym i głębokim zawilgoceniu. Polega na wgłębnym podgrzewaniu wody zawartej w murze, co powoduje jej odparowanie i dyfuzję w kierunku powierzchni. Intensywność odparowania zwiększają termowentylatory, mogące pracować również niezależnie od generatorów mikrofalowych. Osuszane w ten sposób pomieszczenie musi być dobrze wentylowane, a niekiedy instaluje się dodatkowe osuszacze powietrza na jego dolocie.
Niezależnie od wybranej metody urządzenie potrzebuje swobodnego przepływu powietrza. Osuszacz wciśnięty w narożnik albo zastawiony materiałami budowlanymi obsłuży niewielki fragment pomieszczenia, dlatego w większych wnętrzach rozstawia się kilka urządzeń równomiernie.
Odrębnej procedury wymagają podłoża z ogrzewaniem podłogowym. Konieczne jest tu wygrzewanie trwające przynajmniej cztery tygodnie, przy czym przyrost temperatury podłoża nie może przekraczać 0,5°C na dobę. Wygrzewania nie rozpoczyna się, zanim jastrych nie zwiąże i nie osiągnie wymaganej wytrzymałości — nie jest ono sposobem na skrócenie tego okresu. Jego przebieg — daty, temperatury zasilania i ewentualne przerwy — należy udokumentować protokołem wygrzewania, którego wymagają producenci parkietów i wykładzin przy rozpatrywaniu reklamacji.
Nagrzewnica master do osuszania ścian i pomieszczeń (fot. Dantherm Sp. z o.o.)
Kiedy dom jest gotowy do wykańczania?
Docelowy klimat wnętrza to temperatura około 20°C i wilgotność względna powietrza w przedziale 40–60%. Takie warunki powinny utrzymywać się stabilnie przez kilka dni przed wniesieniem materiałów wykończeniowych, a nie jedynie w dniu pomiaru.
Na wilgoć najsilniej reagują elementy drewniane. Parkiet, deska warstwowa, drzwi wewnętrzne i meble układane lub montowane w zawilgoconym wnętrzu chłoną wilgoć, pęcznieją, a po wyschnięciu domu kurczą się, pozostawiając szczeliny i wypaczenia. Skutki bywają nieodwracalne: elementy posadzki po wyschnięciu nie wracają na pierwotne miejsce, więc naprawa oznacza w najlepszym razie szlifowanie, wypełnianie szczelin i ponowne lakierowanie, a przy odspojeniu posadzki od podkładu — demontaż i ułożenie podłogi od nowa, co kosztuje więcej niż jej pierwotne wykonanie. Drewno przed montażem wymaga też aklimatyzacji w pomieszczeniu, w którym docelowo się znajdzie.
Równie źle wilgotne podłoże znoszą pozostałe prace wykończeniowe. Farba nałożona na wilgotny tynk pęcherzy się i odspaja, na powierzchni pojawiają się przebarwienia i wykwity soli wyniesionych z podłoża, a kleje tapetowe i zaprawy do płytek tracą przyczepność.
Utrzymujące się zawilgocenie sprzyja też rozwojowi pleśni. Grzyby pleśniowe rozwijają się tam, gdzie wilgotność względna powietrza tuż przy powierzchni przegrody utrzymuje się powyżej 80%, a najłatwiej znajdują takie warunki w narożnikach ścian zewnętrznych, za szafami i w pomieszczeniach słabo wentylowanych. Z tego powodu meble przystawia się do ścian zewnętrznych dopiero po zakończeniu osuszania.
Jeżeli mimo miesięcy suszenia wilgoć nie ustępuje, przyczyna leży najczęściej poza technologią budowy. Zawilgocenie skupione w dolnych partiach ścian, powracające po każdym osuszeniu i któremu towarzyszą wykwity solne, wskazuje na podciąganie kapilarne wynikające z braku lub uszkodzenia izolacji poziomej. Miejscowe, powiększające się plamy przy stropie albo wokół okien świadczą natomiast o przecieku pokrycia dachowego, obróbek blacharskich lub instalacji. W obu przypadkach osuszanie bez usunięcia źródła wody jest wyłącznie stratą energii.
Od 1998 roku Redakcja "Budujemy Dom" tworzy społeczność pasjonatów budownictwa, którzy z chęcią dzielą się swoją wiedzą i doświadczeniem. Nasz zespół to wykwalifikowani redaktorzy, architekci, inżynierowie i specjaliści z różnych dziedzin budownictwa, którzy stale poszerzają swoją wiedzę i śledzą najnowsze trendy.