Remont starego komina - uszczelnienie, wkład kominowy i koszty
Remont starego komina - uszczelnienie, wkład kominowy i koszty
fot. Adobe Stock
Murowany komin, który przez dziesięciolecia odprowadzał dym z paleniska węglowego, po zmianie źródła ciepła zwykle zaczyna sprawiać kłopoty. Na tynku pojawiają się brunatne zacieki, a w pomieszczeniach, przez które przechodzi trzon, utrzymuje się woń spalenizny - niezależnie od pory roku i intensywności wietrzenia. Najmniejszym możliwym zakresem naprawy jest wtedy uszczelnienie zewnętrznej powierzchni komina. Jeśli jednak kanał ma nadal pracować, czyli odprowadzać spaliny z nowego kotła, obsługiwać kominek albo przejąć funkcję wentylacyjną, remont musi sięgnąć jego wnętrza.
Spaliny z każdego paliwa niosą związki chemiczne agresywne wobec cegły i zaprawy. Najgroźniejsze są tzw. spaliny mokre, w których para wodna skrapla się jeszcze wewnątrz kanału, a kondensat wnika w ścianki i stopniowo rozkłada materiał komina. Skropliny nie są czystą wodą - rozpuszczają się w nich tlenki siarki i azotu, dając odczyn silnie kwaśny.
Kondensacja towarzyszy przede wszystkim spalaniu gazu, ale pojawia się także przy paliwach stałych, gdy temperatura spalin spadnie poniżej mniej więcej 140°C, czyli punktu rosy kwasu siarkowego. Zjawisko nasila się przy błędnej eksploatacji nowoczesnych kotłów węglowych, przystosowanych do pracy z niską temperaturą zasilania instalacji grzewczej.
Typowym błędem jest utrzymywanie temperatury wody w obiegu kotłowym poniżej 60-70°C. Poza odkładaniem się smolistych osadów na ściankach wymiennika obniża to temperaturę spalin i uruchamia kondensację, która niszczy jednocześnie kocioł i komin. Producenci przeciwdziałają temu, wymagając zaworu czterodrogowego lub termostatycznego, podnoszącego temperaturę wody powracającej do kotła. Pominięcie tego elementu przy montażu jest częstą przyczyną szybkiej degradacji całej instalacji.
Dlatego wymiana kotła na nowszy bywa momentem, w którym stan komina gwałtownie się pogarsza. Osady nagromadzone przez lata pracy poprzedniego urządzenia zostają rozpuszczone przez skropliny i tworzą związki żrące dla ceramiki. Ścianki nasiąkają nimi na wylot, co daje efekt widoczny w pomieszczeniach: brunatne, tłuste plamy przebijające przez tynk i farbę oraz utrzymujący się zapach.
Wilgoć dostaje się do komina także od góry. Uszkodzona czapa kominowa, brak kapinosa albo nieszczelna obróbka blacharska w miejscu przejścia przez połać wpuszczają wodę opadową w głąb trzonu. W kanale nieużywanym, a więc pozbawionym ciągu i osuszającego przepływu powietrza, wilgoć zostaje na stałe i w okresie mrozów rozsadza spoiny.
Osobnym zagrożeniem jest sama sadza. Odkładająca się na ściankach warstwa smolistego nalotu może zapalić się przy wysokiej temperaturze spalin, a pożar sadzy przebiega w temperaturze rzędu 1000°C - komin murowany pęka wtedy na całej wysokości, a ogień przenosi się na konstrukcję dachu.
Sadza w przewodzie kominowym może być jedną z przyczyn pożaru domu, dlatego stanowi poważne zagrożenie (fot. MK SP. z o.o.)
Ocena stanu technicznego przed remontem
Każdy scenariusz modernizacji zaczyna się od opinii kominiarskiej. Kominiarz sprawdza drożność i szczelność kanałów, mierzy przekrój, ocenia stan cegieł i spoin oraz stwierdza, czy komin nadaje się do przyjęcia planowanego urządzenia grzewczego. Bez tej opinii nie da się racjonalnie wybrać metody naprawy, a przy podłączeniu kotła gazowego jest ona po prostu wymagana przez zakład gazowniczy.
Podstawowym narzędziem diagnostycznym jest kamera inspekcyjna opuszczana na wysięgniku od strony wylotu. Nagranie pokazuje przewężenia, ubytki spoin, pęknięcia poprzeczne, resztki starych podłączeń i tzw. puchnące cegły, czyli rozwarstwione elementy wypychane do wnętrza kanału. Szczelność bada się próbą dymną: przy zamkniętym wylocie wprowadza się do kanału dym od dołu, a każde jego wydostanie się przez ścianki, do pomieszczenia albo do sąsiedniego kanału, wskazuje miejsce nieszczelności. Przenikanie spalin między kanałami tego samego trzonu jest zresztą jedną z częstszych usterek starych kominów wielokanałowych.
Warto przy tej okazji rozdzielić dwa obowiązki, które w praktyce nagminnie się mylą. Pierwszy to okresowa kontrola stanu technicznego przewodów kominowych - dymowych, spalinowych i wentylacyjnych - którą właściciel lub zarządca musi zlecać co najmniej raz w roku (art. 62 ust. 1 pkt 1 lit. c Prawa budowlanego). Może ją wykonać wyłącznie mistrz kominiarski albo osoba z uprawnieniami budowlanymi w odpowiedniej specjalności, a wyjątku dla domów jednorodzinnych tu nie ma.
Drugi obowiązek to usuwanie zanieczyszczeń z przewodów, uregulowane w przepisach przeciwpożarowych. Kanały od palenisk na paliwo stałe czyści się co najmniej raz na trzy miesiące, od palenisk na paliwo płynne i gazowe co najmniej raz na pół roku, a przewody wentylacyjne raz w roku, o ile warunki użytkowe nie wymagają częstszego czyszczenia. Tutaj przepisy robią ustępstwo: w domach jednorodzinnych oraz w budownictwie zagrodowym i letniskowym samo czyszczenie może wykonać właściciel lub zarządca, bez uprawnień kominiarskich. Nie zwalnia to z corocznej kontroli, której protokoły trafiają do Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków.
Nieszczelny komin to nie tylko kwestia estetyki i zapachu. Przez pęknięcia w ściankach do pomieszczeń przedostaje się tlenek węgla - gaz bezwonny, którego nie sposób wykryć zmysłami. Od 23 grudnia 2024 r. obowiązuje etapowy wymóg wyposażania lokali mieszkalnych w autonomiczne czujki dymu, a tam, gdzie pracuje urządzenie spalające paliwo stałe, ciekłe lub gazowe - również w czujki tlenku węgla. Nowe lokale muszą mieć je już przy oddaniu do użytku, obiekty hotelarskie i lokale na wynajem krótkoterminowy miały czas do 30 czerwca 2026 r., a właściciele użytkowanych domów i mieszkań dostali najdłuższy okres przejściowy - do 1 stycznia 2030 r.
Czujka nie zwalnia jednak z remontu, bo sygnalizuje wyłącznie skutek nieszczelności, a nie usuwa jej przyczyny.
Zakres prac zależy od dalszego przeznaczenia komina
Rosnąca świadomość ekologiczna i kolejne uchwały antysmogowe sprawiają, że właściciele domów coraz częściej decydują się na zmianę sposobu ogrzewania. Stary komin trafia wtedy do jednego z trzech scenariuszy: dostosowania do nowego urządzenia grzewczego, przejścia na funkcję wyłącznie wentylacyjną albo rozbiórki.
Gdy kanał ma dalej odprowadzać spaliny, tyle że z innego źródła ciepła, sama naprawa powierzchni nic nie da - potrzebne jest uszczelnienie od środka, najczęściej przez wprowadzenie wkładu. Warunkiem jest trzon o zachowanej nośności, zbudowany z cegły, która nie rozsypuje się pod naciskiem.
Jeżeli komin przestaje pełnić funkcję spalinową, na przykład po zamontowaniu pompy ciepła, prace obejmują uszczelnienie powierzchni zewnętrznej wraz z nowym wykończeniem, a dodatkowo oczyszczenie kanału, jeśli ma on przejąć rolę przewodu wentylacyjnego. Ten wariant, jako najczęstszy przy modernizacji ogrzewania, opisujemy szerzej w dalszej części artykułu.
Rozbiórka bywa uzasadniona przy kominie mocno skruszonym, przechodzącym przez połać w niekorzystnym miejscu albo takim, do którego nie jest już podłączone żadne urządzenie. Decyzja nie jest jednak oczywista: trzon zwykle przechodzi przez wszystkie kondygnacje, jego usunięcie oznacza naprawę stropów, więźby i pokrycia, a razem z nim znikają rezerwowe kanały, przydatne przy późniejszym montażu kominka lub rekuperacji.
Komin, przez którego ścianki przeniknęły smoliste osady, wymaga skucia całego tynku. Pokrycie w takim stanie i tak trzyma się słabo, a jego fragmenty często odpadają samoczynnie. Skucie musi objąć zaplamioną powierzchnię z zapasem, bo osady rozchodzą się szerzej, niż wskazują widoczne zacieki.
Odsłoniętą ceglaną powierzchnię zmywa się preparatem rozpuszczającym smoliste naloty, na przykład środkiem Unsmoke Degrease-All. Następnie wykuwa się luźne cegły i wypłukaną zaprawę, a powstałe ubytki uzupełnia zaprawą cementową - warstwa uszczelniająca nałożona na niestabilne podłoże odspoi się razem z nim.
Zasadniczą warstwę uszczelniającą stanowi szlam, czyli zaprawa wodoszczelna, nakładana dwukrotnie ściśle według instrukcji producenta. Dostępne są odmiany jedno- i dwuskładnikowe, różniące się głównie sposobem przygotowania materiału. Łączna grubość pokrycia powinna wynosić 2-5 mm, a materiał rozprowadza się pacą murarską. Gdy ścianki są przesiąknięte substancjami smolistymi na wylot, sam szlam nie wystarczy - pod niego wprowadza się wtedy podkład blokujący migrację plam, ten sam, którego używa się przy renowacji powierzchni po pożarach.
Tak przygotowany trzon można wykończyć na kilka sposobów. Najprostszy jest nowy tynk cementowo-wapienny z malowaniem farbą paroprzepuszczalną. Chętnie stosuje się okładzinę z płytek ceramicznych imitujących cegłę, a także zamocowane na klej płyty gipsowo-kartonowe. Przy kominie mocno zawilgoconym lepiej sprawdzi się obudowa z płyt na ruszcie z profili, ze szczeliną powietrzną i niewielkimi otworami wentylacyjnymi u dołu i u góry. Taka obudowa nie styka się z murem, więc wilgoć nie przechodzi na lico, a trzon może wysychać.
Preparat usuwający smoliste osady Unsmoke Degrease-All (fot. chemspecpolska.pl)
Adaptacja komina do współpracy z kotłem gazowym
Współczesne kotły gazowe mają zamkniętą komorę spalania, więc pobierają powietrze spoza pomieszczenia i pracują z wentylatorem wymuszającym przepływ spalin. Otwiera to możliwość rezygnacji z komina i wyprowadzenia rury powietrzno-spalinowej wprost przez ścianę zewnętrzną.
Przepisy dopuszczają jednak takie rozwiązanie tylko dla urządzeń o mocy nominalnej do 21 kW w wolno stojących budynkach jednorodzinnych, zagrodowych i rekreacji indywidualnej oraz do 5 kW w pozostałych budynkach mieszkalnych (§ 175 warunków technicznych). Drugi próg przesądza sprawę w zabudowie bliźniaczej i szeregowej, gdzie moc typowego kotła jest kilkakrotnie wyższa i komin pozostaje jedyną drogą odprowadzenia spalin. Samego wylotu też nie można umieścić w dowolnym miejscu elewacji: od najbliższej krawędzi otwieranego okna musi go dzielić co najmniej 0,5 m, a od kolejnego takiego wylotu 3 m. Osobnej odległości od granicy działki przepis nie wyznacza - wymusza ją dopiero minimalny odstęp samej ściany budynku od granicy.
Alternatywą dla przebicia ściany jest poprowadzenie rury powietrzno-spalinowej istniejącym kanałem kominowym i zakończenie jej odpowiednią nasadą. Bywa też stosowany wariant oszczędniejszy: do kanału wprowadza się wyłącznie rurę spalinową o średnicy 80-100 mm, a wolną przestrzeń wokół niej wykorzystuje jako czerpnię powietrza. Sprawdza się to tylko w kominie czystym i o nieuszkodzonych ściankach, bo kocioł zasysa wtedy wszystko, co znajduje się w kanale - pył ceglany i resztki sadzy trafią prosto do palnika. Gdy stan komina na to nie pozwala, powietrze doprowadza się osobnym kanałem wyprowadzonym przez ścianę.
Odrębnego traktowania wymaga kocioł kondensacyjny. Temperatura jego spalin wynosi zwykle 40-70°C, więc kondensat powstaje w sposób zamierzony i stale, a wentylator wytwarza w przewodzie nadciśnienie. Przewód musi być zatem szczelny również przy nadciśnieniu i odporny na pracę mokrą, co przy tej temperaturze spełniają wkłady z polipropylenu, tańsze i lżejsze od stalowych. Konieczne jest też odprowadzenie skroplin - kwaśny kondensat trafia do kanalizacji przez syfon urządzenia, a przy większych mocach przez neutralizator.
Schematy stalowych systemów kominowych do współpracy z kotłami gazowymi: WSPS, SPS (otwarta komora spalania), SPS izolowany (z izolacją przewodu spalinowego) (rys. Komin-Flex)
Dobór wkładu kominowego
Przewód odprowadzający spaliny o wysokiej agresywności chemicznej musi mieć wewnętrzną powierzchnię odporną na ich działanie, co w praktyce oznacza wprowadzenie do kanału odpowiedniej rury. Do tradycyjnych kotłów gazowych stosuje się stal kwasoodporną, do urządzeń na paliwa stałe - stal żaro- i kwasoodporną, przystosowaną do wyższych temperatur i do wypalania sadzy.
Właściwości wkładu opisuje oznaczenie klasyfikacyjne, które warto umieć odczytać przy zakupie. Litera T z liczbą podaje dopuszczalną temperaturę pracy w stopniach Celsjusza, a kolejny symbol - warunki ciśnieniowe, gdzie N oznacza podciśnienie, a P nadciśnienie. Dalej wskazywana jest odporność na kondensat: W dla pracy mokrej, D dla suchej. Na końcu pojawia się klasa odporności korozyjnej, przypisana do rodzaju paliwa, oraz litera G, jeśli wkład wytrzymuje pożar sadzy, wraz z wymaganą wtedy odległością od materiałów palnych podaną w milimetrach. Wkład kupiony bez sprawdzenia tych parametrów bywa wykonany ze stali, a mimo to nieprzystosowany do konkretnego urządzenia.
Możliwość wprowadzenia wkładu do starego komina rozstrzyga przekrój kanału i jego prostoliniowość. Średnica wkładu musi być mniejsza od wymiaru wewnętrznego kanału, co zwykle nie stanowi problemu, bo nowe urządzenia grzewcze wymagają mniejszych przekrojów niż dawne paleniska węglowe. Kłopotem bywają natomiast przewężenia: wysunięte cegły, resztki zaprawy i zmiany kierunku kanału.
Wkłady sztywne powstają z odcinków rur łączonych kielichowo, o przekroju okrągłym albo owalnym, stosowanym w kanałach prostokątnych. W kominach o nieregularnym przebiegu sięga się po wkłady elastyczne z karbowanej rury stalowej, wprowadzane w jednym odcinku, bez łączenia. Wkład elastyczny jest tańszy i łatwiejszy w montażu, ale stawia większe opory przepływu i trudniej go wyczyścić, więc w kanale prostym lepiej wybrać sztywny.
Przygotowanie kanału i montaż wkładu
Wnętrze kanału trzeba najpierw oczyścić z osadów i luźnych fragmentów ścianek, które mogłyby zablokować rurę podczas opuszczania. Potem wykonuje się dwa przekucia: w miejscu podłączenia urządzenia grzewczego pod trójnik, a u podstawy trzonu pod wyczystkę z odkraplaczem, którym odprowadzane są skropliny.
Wkład opuszcza się od strony wylotu, na linie, przy asekuracji drugiej osoby pracującej przy przekuciu. Kolejne odcinki wsuwa się jeden w drugi tak, aby rura górna wchodziła do wnętrza dolnej - wtedy skropliny spływają wewnątrz wkładu. Odwrotny montaż powoduje ich wyciek poza rurę i jest jednym z najczęstszych błędów wykonawczych. Elementy spina się obejmami, a odstęp od ścianek kanału utrzymują dystanse.
Przestrzeń między wkładem a murem wypełnia się izolacją, jeśli komin przebiega przy ścianie zewnętrznej lub przez nieogrzewane poddasze. Stosuje się do tego wełnę mineralną w otulinie albo zasypkę z keramzytu bądź perlitu. Bez izolacji spaliny wychładzają się na ostatnich metrach, ciąg słabnie, a kondensat zaczyna powstawać już w górnej części przewodu. Alternatywą są wkłady izolowane fabrycznie, o konstrukcji dwuściennej.
Na zakończenie wykonuje się nową czapę kominową z okapem i kapinosem, oddylatowaną od wkładu, tak aby rura mogła pracować termicznie. Wylot zabezpiecza się nasadą dobraną do rodzaju urządzenia: przy kotłach z zamkniętą komorą spalania stosuje się zakończenie systemowe, przy odprowadzeniu grawitacyjnym - nasadę stabilizującą ciąg albo daszek chroniący przed opadami. Nasady obrotowe i wentylatory wyciągowe łagodzą problem słabego ciągu, ale nie zastąpią komina o właściwej wysokości i przekroju.
Renowacja kanału bez wkładu stalowego
Nie każdy komin da się uzbroić w rurę. Bywa, że kanał jest tak ciasny, iż po wprowadzeniu wkładu pozostała średnica nie zapewniłaby wymaganego ciągu. Rozwiązaniem jest wtedy frezowanie, czyli wybranie materiału ze ścianek głowicą opuszczaną od wylotu, które pozwala zyskać kilka centymetrów średnicy bez kucia trzonu. Metoda nadaje się wyłącznie do kominów o odpowiedniej grubości muru, a jej zakres wyznacza się po inspekcji kamerą.
Drugim rozwiązaniem jest szlichtowanie, czyli odtworzenie gładkiej i szczelnej powierzchni wewnętrznej z masy ceramicznej lub żaroodpornej zaprawy. Masę rozprowadza się wokół nadmuchiwanego rdzenia, usuwanego po związaniu materiału, albo nakłada głowicą obrotową w kilku warstwach. Powstaje bezspoinowa wykładzina odtwarzająca pierwotny kształt kanału.
Trzecia metoda to rękaw utwardzany żywicą, wciągany do kanału jako elastyczny, złożony przewód i utwardzany parą lub gorącym powietrzem. Daje gładki kanał o minimalnej stracie przekroju, odporny na kondensat, dzięki czemu bywa stosowany przy kotłach kondensacyjnych i kominkach. Montaż trwa kilka godzin i nie wymaga rozbierania obudowy, ale kosztuje wyraźnie więcej niż wkład stalowy.
Komin dla kominka i kotła na paliwo stałe
Podłączenie kominka do dawnego kanału dymowego jest kuszące, bo kanał już istnieje i ma zwykle odpowiedni przekrój. Wymagania są tu jednak ostrzejsze niż przy gazie. Temperatura spalin z paleniska drzewnego sięga 300-400°C, a podczas pożaru sadzy jest wielokrotnie wyższa, więc wkład musi należeć do klasy odpornej na wypalanie sadzy, a jego montaż zachować zadeklarowaną odległość od materiałów palnych - przede wszystkim od drewnianych elementów więźby i stropów, przez które przechodzi trzon.
Przekrój dobiera się do króćca wylotowego wkładu kominkowego oraz wysokości komina. Kanał wyraźnie większy od wymaganego działa na niekorzyść, bo spaliny wychładzają się w nim, zanim wytworzą ciąg. Palenisko na paliwo stałe wymaga też własnego, wyłącznego kanału oraz doprowadzenia powietrza do spalania, co w domu ze szczelną stolarką oznacza wykonanie oddzielnego kanału nawiewnego. Sam komin musi mieć wyczystkę umożliwiającą regularne usuwanie sadzy.
Montaż przedłużenia komina (fot. Komin-Flex)
Komin bez funkcji spalinowej
Po przejściu na pompę ciepła kanał dymowy przestaje być potrzebny, ale rzadko warto go likwidować. Najczęściej przejmuje funkcję kanału wywiewnego wentylacji grawitacyjnej, co wymaga oczyszczenia go z osadów, uszczelnienia wnętrza i zamontowania kratki wywiewnej pod stropem pomieszczenia. Bez uszczelnienia kanał będzie oddawał do wnętrza zapach nagromadzony w ściankach, a to po zmianie źródła ciepła bywa najczęstszą skargą mieszkańców.
Kanał, który ma pozostać nieużywany, trzeba zabezpieczyć przed opadami i jednocześnie zapewnić mu przewietrzanie. Szczelne zamknięcie z obu stron jest błędem: wilgoć resztkowa nie ma jak odparować i przez lata rozkłada spoiny od środka. Wystarczy daszek lub nasada nad wylotem oraz niewielka kratka u podstawy.
Trzeba też pamiętać, że likwidacja paleniska zmienia bilans powietrza w budynku. Kocioł zasysał znaczne ilości powietrza, wymuszając jego napływ przez nieszczelności. Po jego usunięciu, zwłaszcza przy wymienionej stolarce, wentylacja grawitacyjna często przestaje działać i konieczne staje się zamontowanie nawiewników okiennych lub ściennych. Do kanału grawitacyjnego obsługującego inne pomieszczenia nie wolno przy tym podłączać wentylatora mechanicznego, bo zaburza on ciąg w całym pionie.
Część komina ponad dachem
Odcinek wystawiony ponad połać pracuje w najtrudniejszych warunkach i to on zwykle niszczy się pierwszy. Remont obejmuje przemurowanie skruszonych warstw, wykonanie czapy ze spadkiem i okapem odsuwającym wodę od lica, nową obróbkę blacharską z fartuchem i taśmą uszczelniającą na styku z pokryciem oraz wykończenie odporne na mróz - klinkierem, płytami elewacyjnymi lub tynkiem mozaikowym.
Warto przy tej okazji sprawdzić, czy komin w ogóle ma wymaganą wysokość, bo w starych domach bywa ona zaniżona, a wymiana pokrycia dachu potrafi problem pogłębić. Przy dachu o nachyleniu połaci do 12°, niezależnie od konstrukcji i rodzaju pokrycia, wylot musi znaleźć się co najmniej 0,6 m ponad poziomem kalenicy lub obrzeża dachu. Przy dachu stromym rozstrzyga palność pokrycia. Dla materiałów łatwo zapalnych, czyli gontu drewnianego czy strzechy, obowiązuje ta sama wartość 0,6 m ponad kalenicą. Przy pokryciach niepalnych, niezapalnych i trudno zapalnych - dachówce ceramicznej i betonowej czy blachodachówce - wystarczy 0,3 m ponad powierzchnią połaci, pod warunkiem zachowania co najmniej 1,0 m odległości mierzonej w poziomie. Wartości te podaje norma PN-B-10425, przywołana w warunkach technicznych.
Osobne wymagania obowiązują, gdy w sąsiedztwie komina stoi przeszkoda: nadbudówka, mansarda albo ściana wyższej części budynku. Przy odległości mniejszej niż 1,5 m wylot musi wypadać co najmniej 0,3 m ponad górną krawędzią przeszkody, przy odległości od 1,5 do 3,0 m - na poziomie tej krawędzi, a przy odległości od 3,0 do 10,0 m - co najmniej 0,3 m ponad płaszczyzną poprowadzoną od poziomu przeszkody w dół pod kątem 12°. Zignorowanie tej zasady kończy się ciągiem wstecznym przy wietrze wiejącym od strony przeszkody, a usuwa się go zwykle przez nadbudowanie trzonu.
Formalności i koszty modernizacji
O obowiązkach wobec urzędu przesądza rzeczywisty zakres prac. Drobne naprawy powierzchni, czyli malowanie lica trzonu i uzupełnienie ubytków tynku, mieszczą się w bieżącej konserwacji i nie wymagają żadnych zgłoszeń.
Inaczej jest przy remoncie kapitalnym, obejmującym przemurowanie skruszonych warstw, wymianę czapy i nowe obróbki blacharskie. Prawo budowlane zwalnia wprawdzie remont z pozwolenia i zgłoszenia, ale nie wtedy, gdy dotyczy przegród zewnętrznych i elementów konstrukcyjnych budynku, którego budowa wymagała pozwolenia. Trzon kominowy jest statycznie powiązany ze ścianami nośnymi, a prace na wylocie ingerują w połać dachu, więc taki remont trzeba zgłosić w starostwie powiatowym (art. 29 ust. 3 pkt 2 lit. b Prawa budowlanego).
Poza definicję remontu wykracza natomiast zmiana parametrów technicznych komina. Rozfrezowanie kanału pod wkład zmienia jego przekrój wewnętrzny, a podwyższenie trzonu jest nadbudową - obie czynności stanowią przebudowę i w domu jednorodzinnym również objęte są zgłoszeniem. Najostrzejszy reżim dotyczy budynków wpisanych do rejestru zabytków, gdzie każde roboty przy kominie wymagają pozwolenia na budowę, poprzedzonego zgodą wojewódzkiego konserwatora zabytków. Niezależnie od trybu, przed uruchomieniem urządzenia grzewczego konieczny jest odbiór kominiarski, a przy kotle gazowym protokół warunkuje podłączenie paliwa.
Prace we wnętrzu komina wycenia się w metrach bieżących przewodu, a nie w metrach kwadratowych powierzchni trzonu - dlatego rachunek rośnie wprost proporcjonalnie do wysokości budynku. Uszczelnienie kanału masą typu SKD kosztuje 200-350 zł za metr bieżący łącznie z materiałem i robocizną.
Sam wkład kwasoodporny to wydatek 150-250 zł/mb w wersji sztywnej i 200-350 zł/mb w elastycznej, do czego dochodzi montaż w przedziale 130-300 zł/mb, wyższy przy konieczności rozkucia ściany pod trójnik i wyczystkę. Frezowanie kanału wycenia się na 200-350 zł/mb w zależności od docelowej średnicy, a w pakiecie obejmującym materiał i wkład na 500-800 zł/mb. Rękaw utwardzany żywicą do przewodów spalinowych kosztuje kompleksowo 350-500 zł/mb, natomiast tańsze systemy aluminiowe, stosowane wyłącznie w kanałach wentylacyjnych, mieszczą się w przedziale 140-250 zł/mb.
Roboty na wylocie rozlicza się ryczałtowo. Uzupełnienie kilku pęknięć czapy i zabezpieczenie jej masą to 350-700 zł, a skucie starej płyty, wykonanie szalunku i wylanie nowej ze spadkiem - 1200-2500 zł. Do każdej pracy prowadzonej na dachu trzeba doliczyć transport i rozstawienie rusztowania, czyli zwykle 500-1000 zł, o czym łatwo zapomnieć przy porównywaniu ofert podanych w przeliczeniu na metr bieżący.
Od 1998 roku Redakcja "Budujemy Dom" tworzy społeczność pasjonatów budownictwa, którzy z chęcią dzielą się swoją wiedzą i doświadczeniem. Nasz zespół to wykwalifikowani redaktorzy, architekci, inżynierowie i specjaliści z różnych dziedzin budownictwa, którzy stale poszerzają swoją wiedzę i śledzą najnowsze trendy.