Pospółka z lokalnego wyrobiska bywa materiałem o bardzo zmiennym uziarnieniu i składzie, obciążonym zanieczyszczeniami, które obniżają wytrzymałość i trwałość stwardniałego betonu. Dopóki materiał nie zostanie przebadany, nie sposób przewidzieć, czy w ogóle nadaje się na mieszankę betonową ani jaką klasę wytrzymałości osiągnie wykonany z niego beton.
Czym pospółka różni się od kruszywa do betonu?
Pospółka to naturalna, niesortowana mieszanka piasku i żwiru, wydobywana bez płukania i rozdzielania na frakcje. Kruszywo do betonu konstrukcyjnego trafia natomiast na budowę w oddzielnych frakcjach, ma kontrolowane uziarnienie, znaną zawartość pyłów oraz deklarację właściwości użytkowych ze znakiem CE (wymagania określa norma PN-EN 12620).
Najczęstszą wadą pospółki jest zbyt duży udział piasku oraz tzw. cząstek spławialnych, czyli pyłu i iłu. Punkt piaskowy, a więc procentowy udział ziaren 0–2 mm w masie kruszywa, powinien w betonach zwykłych wynosić 30–45%: przy kruszywie o maksymalnym uziarnieniu 16 mm jest to 35–45%, przy 31,5 mm już tylko 30–38%, bo grubsze ziarna potrzebują mniej piaskowo-cementowej matrycy do wypełnienia przestrzeni między nimi. Pospółka prosto ze ściany żwirowni osiąga najczęściej 50–70%. Im drobniejsze kruszywo, tym większa łączna powierzchnia ziaren, którą trzeba otoczyć zaczynem, i tym więcej wody pochłania mieszanka. Kto dolewa jej, żeby odzyskać urabialność, podnosi wskaźnik wodno-cementowy - beton traci wtedy nawet 30–50% wytrzymałości, silnie się kurczy, pęka i przepuszcza wilgoć. Cząstki spławialne dodatkowo oblepiają ziarna i uniemożliwiają ich trwałe połączenie z zaczynem, a zanieczyszczenia organiczne zaburzają samo wiązanie cementu.
Wstępna ocena przydatności materiału
Zanim pospółka trafi do betoniarki, warto ją przynajmniej pobieżnie ocenić. Do produkcji betonu nie nadaje się materiał z bryłami gliny, korzeniami i resztkami roślin ani taki, który wyraźnie brudzi dłoń podczas przesypywania.
Prostym sprawdzianem jest próba w przezroczystym słoiku: garść kruszywa zalewa się wodą, energicznie wstrząsa i odstawia na dobę. Warstwa mułu osadzona na wierzchu pokazuje, ile drobnych zanieczyszczeń zawiera materiał. Zanieczyszczenia organiczne ujawnia z kolei próba z trzyprocentowym roztworem wodorotlenku sodu (metodę opisuje norma PN-EN 1744-1). Jeżeli po dobie ciecz pozostaje jasnożółta, materiał jest czysty; barwa herbaciana lub ciemnobrunatna oznacza obecność kwasów humusowych. Reagują one z cementem, opóźniają jego wiązanie i obniżają wytrzymałość betonu nawet o 20–30%, więc tak zabarwiona próbka przesądza sprawę.
Przy większych ilościach pospółki opłaca się zlecić badania akredytowanemu laboratorium. Analiza składu ziarnowego oraz oznaczenie zawartości pyłów kosztują po 150–200 zł netto, próba barwna na zawartość humusu - 80–150 zł netto, a komplet badań jednej próbki zamyka się w granicach 350–500 zł netto. Wobec kilkunastu metrów sześciennych betonu, które w razie pomyłki trzeba skuć i wylać ponownie, to wydatek symboliczny.
Kilka metrów sześciennych materiału można próbować uzdatnić. Płukanie i odsianie najdrobniejszych frakcji usuwa pyły, a dosypanie żwiru frakcji 8–16 lub 16–32 mm dociąża mieszankę grubym ziarnem i obniża punkt piaskowy. Dosypywanie piasku, wbrew rozpowszechnionemu przekonaniu, niczego nie naprawia - pogłębia dokładnie tę wadę, którą trzeba usunąć. Nawet udana korekta nie zmienia jednak faktu, że skład takiego kruszywa pozostaje nieudokumentowany, więc beton z jego udziałem nadaje się wyłącznie do zastosowań niekonstrukcyjnych.
Fundamenty i strop wymagają betonu z wytwórni
Ławy i ściany fundamentowe, strop, wieńce, nadproża i schody to elementy konstrukcyjne, dla których klasę betonu określa projekt. Fundamenty stykają się długotrwale z wodą lub wolno wysychającym gruntem, a dla takich warunków minimum wynosi C20/25, przy wskaźniku wodno-cementowym nie wyższym niż 0,60 i zawartości cementu co najmniej 280 kg/m³. Beton C16/20, czyli dawne B20, wolno układać poniżej poziomu terenu jedynie w gruncie suchym albo stale mokrym oraz w podkładach; dla samych ław projektanci coraz częściej przewidują C25/30, łatwiej bowiem uzyskać wtedy wymaganą wodoszczelność. Strop, wieńce i nadproża, chronione przed opadami, mają normowe minimum C16/20, ale standardem w domach jednorodzinnych pozostaje C20/25, a przy większych rozpiętościach - C25/30. Wartości te wraz z odpowiadającymi im klasami ekspozycji (XC1, XC2) podaje krajowe uzupełnienie PN-B-06265 do normy PN-EN 206.
Beton takich klas musi pochodzić z profesjonalnej wytwórni, a jego zgodność z projektem potwierdza dokument dostawy. Bez niego kierownik budowy nie ma podstaw, by wpisać do dziennika budowy wbudowanie materiału zgodnego z dokumentacją, a gdy w konstrukcji pojawią się spękania albo nadmierne ugięcia, odpowiedzialności nie da się przypisać nikomu poza inwestorem.
Dochodzą do tego względy czysto wykonawcze: betoniarka nie zapewnia powtarzalności kolejnych zarobów, trudno w niej utrzymać stały stosunek wody do cementu, a ręcznie układana mieszanka rzadko zostaje prawidłowo zagęszczona i wypielęgnowana. W elementach zbrojonych każdy z tych czynników przekłada się wprost na nośność.
Do czego pospółka nadaje się bez badań?
Bez rozpoznania składu materiał wolno wykorzystać jedynie do betonu na elementy o drugorzędnym znaczeniu konstrukcyjnym, takie jak podkłady stabilizujące grunt czy chudy beton pod ławy. Mieszanka odpowiadająca w przybliżeniu klasie B 7,5 – B 10 (C 8/10) powstaje po połączeniu 100 litrów pospółki, 25-kilogramowego worka cementu klasy 32,5 i mniej więcej 10 litrów wody. Ilość wody jest orientacyjna - kruszywo wilgotne po deszczu wnosi jej sporo samo z siebie, więc dolewać należy stopniowo, do uzyskania gęstoplastycznej konsystencji.
Beton wyższej klasy na drobne prace remontowe również można przygotować samodzielnie, ale już nie z pospółki, tylko z płukanego piasku i frakcjonowanego żwiru 2–16 mm. Klasę B 20 (C 16/20) daje worek cementu 25 kg wymieszany z 30 litrami piasku, 50 litrami żwiru i 9 litrami wody.
Najwięcej korzyści darmowa pospółka przyniesie zresztą poza betoniarką: jako zasypka wykopów fundamentowych układana i zagęszczana warstwami po 20–30 cm, podsypka pod posadzkę na gruncie, warstwa mrozoochronna pod nawierzchnię z kostki czy podbudowa drogi dojazdowej. Nie nadaje się natomiast na obsypkę drenażu opaskowego - zawarte w niej pyły z czasem zamulą rurę i instalacja przestanie działać.
Warto też policzyć oszczędność na chłodno. Metr sześcienny betonu C20/25, czyli klasy wymaganej na ławy i strop, kosztuje ze standardowym transportem 430–550 zł netto; słabszy C16/20, przydatny już tylko na podkłady, jest tańszy zaledwie o kilkadziesiąt złotych (400–520 zł netto). Inwestor kupujący sam materiał dolicza 23% VAT, natomiast gdy beton zamawia wykonawca w ramach kompleksowej usługi, stawka wynosi 8%. Ceny obejmują dowóz w promieniu kilkunastu kilometrów od węzła betoniarskiego. Osobno płaci się za pompę, bez której rzadko udaje się podać mieszankę wprost z gruszki - 400–600 zł netto za godzinę lub 800–1500 zł ryczałtem za dzień. Przy zamówieniu poniżej 3–4 m³ dochodzi dopłata za niepełny ładunek, bo gruszka o pojemności 8–9 m³ i tak musi przyjechać.
I właśnie ta dopłata wyznacza granicę opłacalności. Przy kilkunastu metrach sześciennych na fundamenty i strop beton z wytwórni wygrywa również ceną, bo pełny kurs rozkłada koszt transportu na dużą objętość. Przy jednym czy dwóch metrach chudziaka pod ławy proporcje się odwracają i wtedy darmowa pospółka z betoniarką ma sens - pod warunkiem że w rachunku uwzględni się dodatkowy cement, którym kompensuje się gorsze kruszywo, oraz własną robociznę.