Prąd za 0 zł przez cały rok? Dwóch sprzedawców ma taką ofertę - czy to się opłaca i ile trzeba zainwestować?

Prąd za 0 zł przez cały rok? Dwóch sprzedawców ma taką ofertę - czy to się opłaca i ile trzeba zainwestować?
Czy można obniżyć rachunki za prąd do zera? Sprawdzamy, jakie warunki trzeba spełnić i ile kosztuje taka inwestycja, fot. Adobe Stock

Skomplikowana sytuacja geopolityczna na świecie i związane z nią drastyczne podwyżki cen nośników energii, skłaniają wiele osób planujących budowę do poszukiwania sposobów, jak uwolnić się od wiszącej nad głową groźby, że nie będzie za co tego domu ogrzać. Jak uchronić się przed sytuacją, kiedy koszty energii uniemożliwią całoroczną eksploatację budynku.

Posłuchaj artykułu

00:00 / 00:00

Pojawia się pomysł na budowę domu maksymalnie energooszczędnego, czyli w standardzie zeroenergetycznym. Niestety, koszty budowy domów zeroenergetycznych są bardzo wysokie. Czy warto iść w tym kierunku? Spróbujmy przyjrzeć się obecnej sytuacji i zweryfikować treści dostępne w internecie, które często wprowadzają w błąd.

Czym jest standard energetyczny budynku?

Standardem energetycznym budynku nazywamy zbiór wymogów, które określają ilość energii niezbędnej do jego funkcjonowania. Przy czym pod pojęciem "funkcjonowanie" mamy na myśli przede wszystkim ogrzewanie, oświetlenie, wentylację i ciepłą wodę użytkową. Standard energetyczny jest narzucony przez przepisy prawne lub określony przez twórców danej technologii, np. standard obiektu pasywnego. Nowo budowane domy muszą spełniać wymogi standardu właściwego dla danego okres budowy, przy czym obecnie obowiązującym jest standard energetyczny WT 2021, zawarty w Rozporządzeniu Ministra właściwego do spraw budownictwa, w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie (są projektowane nowe regulacje Warunki Techniczne 2026). Standard WT 2021 ściśle określa parametry m.in. izolacyjności cieplnej przegród budowlanych, ale najbardziej znanym parametrem jest wskaźnik zużycia energii pierwotnej (EP) przez budynki, w odniesieniu do metra kwadratowego powierzchni użytkowej. Dla domów jednorodzinnych współczynnik EP może wynosić maksymalnie 70 kWh/(m²·rok), licząc zużycie na ogrzewanie, oświetlenie, podgrzewanie powietrza wentylacyjnego i przygotowywanie ciepłej wody użytkowej. Natomiast dom zeroenergetyczny zapotrzebowanie na energię pierwotną (EP) powinien mieć zerowe. Taki budynek jest samowystarczalny pod względem energetycznym, a osiąga się to stosując ulepszone materiały izolacyjne ścian zewnętrznych, podłóg, okien i drzwi, oraz instalacje odzysku ciepła z wentylacji i zwiększonego wykorzystania energii słonecznej, w tym zarówno bezpośredniego nasłonecznienia wnętrz, jak też wykorzystania fotowoltaiki wraz z pompą ciepła i magazynem energii. Wszystkie te elementy powinny pokryć pełne zapotrzebowanie budynku na energię, zarówno tę przeznaczoną do celów grzewczych, jak i dla potrzeb bytowych, tj. oświetlenie, czy korzystanie ze sprzętów AGD.

Różnica kosztów budowy domu konwencjonalnego i zeroenergetycznego

Na etapie budowy, dom zeroenergetyczny jest droższy od domu standardowego (ale energooszczędnego, spełniającego wymogi standardu WT 2021) o około 25 do 40%, w zależności od standardu wykończenia. Przy czym w poszczególnych przedziałach wielkości powierzchni użytkowej, koszty te kształtują się następująco:

  • domy o pow. użytkowej do 100 m² - koszt budowy domu standardowego od 500 tys. do 700 tys. zł, domu zeroenergetycznego od 650 tys. do 950 tys. złotych;
  • domy do 120 m² - koszt budowy domu standardowego od 600 tys. do 850 tys. zł, domu zeroenergetycznego od 780 tys. do 1100 tys. złotych;
  • domy do 150 m² - koszt budowy domu standardowego od 750 tys. do 1100 tys. zł, domu zeroenergetycznego od 950 tys. do 1400 tys. złotych;

Nawet budując dom o niezbyt dużej powierzchni użytkowej, w celu osiągnięcia parametrów budynku zeroenergetycznego, musimy podczas budowy wydać co najmniej 150 tys. złotych więcej, a w praktyce jeszcze więcej. Dlaczego? Podczas budowy domu standardowego można obniżać koszty ogólne wkładem pracy własnej, to przy budowie domu zeroenergetycznego takiej możliwości praktycznie nie mamy. Nie da się tu zaoszczędzić, począwszy od droższego projektu, który w zasadzie musi być wykonany indywidualnie, z uwzględnieniem kształtu działki i jej usytuowania względem stron świata (budynek musi posiadać odpowiednie nasłonecznienie), poprzez specjalne technologie budowy oraz droższe materiały izolacyjne, wyższej jakości stolarkę, aż do kosztów urządzeń technicznych, typu pompa ciepła, fotowoltaika, czy magazyn ciepła i/lub energii. Od tego uciec zwyczajnie nie można.

Wiarygodność ofert budowy domu zeroenergetycznego

Porównanie kosztów budowy domu zeroenergetycznego w stosunku do kosztów budynku standardowego, chociaż energooszczędnego, nie pozostawia wątpliwości. Bez wyłożenia dodatkowo sumy rzędu ok. 200-300 tys. złotych nie mamy co marzyć o uwolnieniu się spod dyktatu cenowego sprzedawców węgla, pelletu, gazu, oleju opałowego, czy też energii elektrycznej. Ponadto dane o kosztach, ale też o osiągach systemów oszczędzających energię podają głównie firmy oferujące budowę pod klucz, a nie niezależni analitycy. Dlatego w internecie spotykamy oferty systemów rekuperacji o sprawności odzysku ciepła na poziomie 90-95%, kiedy naukowcy podkreślają, iż osiągnięcie sprawności rzędu 70% jest już dużym wyczynem technicznym i technologicznym. Podobnie jest z zasilaniem pomp ciepła przez fotowoltaikę. To miało sens w systemie rozliczeń net-metering, który istniał do 2022 roku (a istnieć będzie jako prawo nabyte najdłużej do 2037 roku, później zniknie całkowicie). Odkąd wprowadzony został system rozliczeń net-billing, pompy ciepła nie da się w sposób efektywny zasilić z instalacji fotowoltaicznej 5kWp, nawet z magazynem energii. A takie oferty nadal się pojawiają. Jak więc takimi rozwiązaniami technicznymi osiągnąć deklarowany standard domu zeroenergetycznego? Jest to fizycznie niemożliwe. Dlatego radzę ostrożnie podchodzić do firmowych deklaracji, że zwiększone koszty budowy zwrócą się najdalej w ciągu 12-15 lat i to przy obecnych cenach nośników energii. A jeśli nastąpią podwyżki ich cen, to ten okres dodatkowo się skróci. To jest handlowa bajka, wzorowana na marketingu rodem z dalekowschodniego kraju.

Zresztą, wystarczy zasięgnąć informacji od tych, którzy mieszkają w domach wybudowanych według standardu WT 2021, ile wydają rocznie na ogrzewanie i energię elektryczną. Następnie pomnożyć te kwoty przez 15 lat i odnieść właśnie do tych dodatkowych kosztów na poziomie minimum 300 tysięcy złotych i to bez gwarancji osiągnięcia zakładanych parametrów energetycznych. Deklarowanych wstępnie parametrów w praktyce nikt nam nie zapewni. Będzie mnóstwo powodów wpływających na ich odstępstwa i oczywiście wszystkie będą niezależne od wykonawcy naszego superoszczędnego domu. Czyli winni się nie znajdą, ale rachunki to my zapłacimy.

Jeśli nie dom zeroenergetyczny, to co w zamian?

I oto doszliśmy do zasadniczego pytania, sformułowanego na wstępie. Jakie wyjście ma inwestor budujący domu, co powinien zrobić, komu może wierzyć? Skoro kosztowna budowa domu zeroenergetycznego obarczona jest mocno wątpliwym efektem końcowym, to czy jest inna możliwość, aby uwolnić się od groźby niespodziewanego, dużego wzrostu cen nośników energii, rujnującego domowy budżet? Ja uważam że jest, chociaż dzisiaj to jeszcze nieprzetarta ścieżka. Do zagadnienia należy podejść z innej strony niż oferta domu zeroenergetycznego.

Dom niech będzie standardowy, spełniający wymogi standardu energetycznego WT 2021. Zamiast wykładać pieniądze na wątpliwej skuteczności oferty zeroemisyjne, skupmy się na tym, aby zapewnić zerowe rachunki za energię elektryczną zużywaną w naszym domu. Nie da się? Otóż nieprawda. Jest to możliwe już dzisiaj. Chociaż wymaga zainwestowania środków. Są to jednak kwoty dużo niższe od tych wydatkowanych na dom zeroenergetyczny.

Zerowe rachunki za energię elektryczną. Oferta tylko dla nielicznych

Z oferty 0 zł (słownie: zero złotych) za zużytą energię elektryczną (w tym koszty dystrybucji oraz tzw. opłaty stałe), przy czym może tak być również zimą, można dzisiaj w Polsce skorzystać jedynie u dwóch dostawców energii elektrycznej. I nie jest to żaden z tzw. dużych dostawców. Nie ma też w tej ofercie żadnych cudów i nikt do tych rachunków nie dopłaca. Przeciwnie, jest wiele podmiotów, które mogą na niej skorzystać. Jednak warunki, które trzeba spełnić, sprawiają, że nie jest to oferta dla wszystkich. Przede wszystkim trzeba zainwestować w fotowoltaikę i magazyn energii o odpowiedniej pojemności, oraz korzystać z zakupu i sprzedaży wyprodukowanego przez siebie prądu po cenach dynamicznych.

Powinniśmy również zmienić swoje nawyki konsumenckie, na podobne do tych kształtowanych przy systemie rozliczeń net-billing. A więc:

  • maksymalnie zwiększamy autokonsumpcję, czyli staramy się zużywać jak najwięcej tego prądu, który sami wyprodukowaliśmy z fotowoltaiki;
  • nadwyżki wyprodukowanej energii gromadzimy w magazynie energii i odprowadzamy do sieci wyłącznie w tych godzinach, kiedy prąd jest najdroższy;
  • jeśli nie mamy produkcji z fotowoltaiki, to magazyny ładujemy z sieci w godzinach, kiedy energia jest najtańsza. Prawdopodobnie będzie to noc, ale nie zawsze tak być musi;
  • nigdy nie pobieramy prądu z sieci wieczorem, kiedy jego cena jest najwyższa. W tych godzinach korzystamy wyłącznie ze swojego magazynu, a nadwyżki zgromadzonej energii sprzedajemy do sieci;
  • i ostatnie, najważniejsze. Aby tych wszystkich czynności nie wykonywać ręcznie, musimy zaopatrzyć się w system zarządzania energią (HEMS).

Ile trzeba wydać, żeby mieć darmowy prąd w domu?

Wydatki będą mniejsze niż te przy budowie domu zeroenergetycznego. Będą dotyczyły zakupu i montażu instalacji fotowoltaicznej o mocy co najmniej 10 kWp, odpowiedniego falownika hybrydowego oraz magazynu energii o pojemności z zakresu 20-50 kWh. Im większa będzie pojemność magazynu, tym większe pole manewru będziemy mieli. Do tego trzeba doliczyć koszt systemu HEMS (czyli systemu EMS dla domu), zintegrowanego ze stosowanym sprzętem i aplikacją, które obecnie wynosi ok. 5-9 tys. zł. Ogólnie rzecz biorąc, całkowite koszty inwestycyjne dla domu o powierzchni użytkowej do 200 m², przy obecnych cenach nie powinny przekroczyć 100 tysięcy złotych. Jest to suma zdecydowanie mniejsza w porównaniu z kosztami budowy domu zeroenergetycznego.

Oczywiście, jest jeszcze kilka czynników, które powinniśmy uwzględnić i najlepiej to zrobić przed rozpoczęciem budowy, czyli na etapie projektu. Na przykład usytuowanie powierzchni dachu dostępnej pod montaż paneli. Najlepiej jeśli to będzie kierunek wschód-zachód, a nie klasycznie południowy, jak sądzono dotychczas. "Południowy" prąd jest najtańszy, dlatego nie musimy w niego celować. Ważna jest także wielkość dostępnej powierzchni połaci, bo to głównie od niej będzie zależała moc instalacji, czyli ilość paneli jaka się zmieści na dachu. Montaż dodatkowych paneli na gruncie, ze względu na problemy biurokratyczne, może okazać się nieopłacalny. Mniej istotny, chociaż nie bez znaczenia, będzie też odpowiedni kąt nachylenia połaci dachowych.

Jeśli wszystkie warunki spełnimy, to od wczesnej wiosny do jesieni nie będziemy potrzebować energii elektrycznej z sieci. Natomiast sprzedawanymi do sieci nadwyżkami będziemy zapełniać nasz wirtualny depozyt prosumencki u sprzedawcy prądu. Natomiast późną jesienią i zimą, kiedy fotowoltaika nie daje potrzebnej produkcji, nasz magazyn energii zapełniamy nocami, w godzinach kiedy prąd jest tani. A później część tego prądu zużywamy za dnia na własne potrzeby (w tym np. na ogrzewanie), a część sprzedajemy do sieci, aby zbyt szybko nie opróżniać naszego depozytu prosumenckiego. To dlatego magazyn energii musi być odpowiednio pojemny, aby wystarczało na wszystkie domowe potrzeby i jeszcze pozostawała nadwyżka. I w ten sposób także zimą, sumaryczne rachunki za energię elektryczną mogą dla naszego domu wynosić zero złotych. A więc podwyżki cen nośników energii nie będą nas dotyczyły. Bo wtedy odpowiednio zdrożeje także ta energia, którą my sprzedajemy do sieci.

Skoro my na tym zyskujemy, to kto traci?

Zastanówmy się, skoro istnieje realnie taki system, który pozwala wyzerować rachunki za pobieraną energię elektryczną, przy czym wcale nie są to małe jej ilości, to kto na tym traci? Spróbujmy przyjrzeć się poszczególnym jednostkom w całym społecznym systemie, nie tylko energetycznym.

Sprzedawca prądu. Czy on może stracić? Nie. Sprzedawca pobiera narzut od ceny energii, którą nam sprzedaje, jak również dodaje narzut do energii, którą pobiera od nas i odsprzedaje dalej. On nie traci w żadnym wypadku.

Dystrybutor energii. Też nie. Dla niego to bardzo dobrze, że nie oddajemy energii do sieci w dzień, kiedy i tak ma jej nadmiar, a pobieramy w nocy, kiedy z kolei nie ma komu jej sprzedawać. Poza tym nie pobieramy energii wieczorami, kiedy jej w sieci brakuje. A jeszcze, dzięki takim właśnie odbiorcom, dystrybutor nie musi rozbudowywać sieci przesyłowych, bo twoim sąsiadom sprzeda twój prąd, więc nie będzie on obciążał całej sieci, jak też nie musi wymieniać transformatorów mocy na większe, z podobnych powodów. Nie, dystrybutor energii w żadnym razie na nas nie traci.

Czy traci PSE (Polskie Sieci Elektroenergetyczne S.A.)? W żadnym wypadku. Z podobnych powodów jak lokalny dystrybutor energii. Nie dokładamy się do dziennej nadprodukcji prądu, więc PSE nie musi ograniczać produkcji ze swoich farm fotowoltaicznych czy też wiatrowych. Podobnie zyskuje też wieczorami, bo nie tylko nie korzystamy wtedy z jego energii, ale i dokładamy trochę do całego systemu. Dzięki temu PSE nie musi uruchamiać swoich mocy rezerwowanych na czarne chwile. PSE na pewno nie traci na tym, że my dokładamy się do wygładzania dobowej krzywej poboru energii z sieci.

Czy tracą inni odbiorcy energii, którzy sami nie korzystają z takiego systemu? Na pewno nie. Bo skoro my nie dokładamy się do szczytów poboru energii, to i nie podbijamy wtedy jej cen. A oddając prąd do sieci, zmniejszamy również koszty lokalnych dystrybutorów, którzy nasz prąd sprzedają sąsiadom, nie obciążając sieci wysokich napięć i nie podnoszą wtedy cen. Nie, tutaj strat także nie ma.

Ogólnie rzecz biorąc, wygładzanie dobowej krzywej poboru energii z systemu, jest korzystne dla większości graczy funkcjonujących na rynku energii. Począwszy od odbiorców przemysłowych, przez inwestorów OZE, obsługujące ich banki, aż po środowisko, które nie jest zatruwane pyłami i spalinami, gdyż zużywamy czystą energię elektryczną. Korzysta z tego także nasza gospodarka, bo zamiast wydawać pieniądze na importowane paliwa, daliśmy pracę lokalnym monterom i sprzedawcom sprzętu. Tracą natomiast importerzy węgla, ropy i gazu, którzy już nam nie sprzedadzą swoich produktów, albo sprzedadzą mniej, a więc mniej zarobią.

Skoro może być dobrze, to dlaczego tak nie jest?

Niestety, żaden z dużych państwowych koncernów energetycznych nie ma podobnej oferty dla swoich odbiorców, ani takowej nie zapowiada. Jak już wspomniałem, taka oferta jest w Polsce dostępna jedynie u dwóch prywatnych sprzedawców prądu i niewiele osób o niej wie. Nazw tych firm nie będę podawał, bo nie jest to artykuł reklamowy. Jeśli ktoś jest zainteresowany, na pewno je znajdzie. Ale pytanie jest inne. Dlaczego tak się dzieje? Przecież tego typu oferta jest korzystna nie tylko dla osób indywidualnych, ale i dla całej gospodarki. Kto się więc jej boi i dlaczego? Obawiam się, że nasze molochy energetyczne wciąż nie potrafią pracować tak, jak prywatne firmy. Są zbyt syte i ociężałe. Aby zareagować na jakieś impulsy zmian w systemie, potrzebują kilku lat analiz oraz namysłów sztabów ekspertów. Chociaż tu wystarczyłby ołówek, notes i rachunki na poziomie szkoły podstawowej. W tych koncernach dominuje myślenie "po co zmieniać to co działa i daje zysk oraz sutą premię"?

Dlaczego boimy się zmian? Z braku wiedzy. Spójrzmy zresztą na problem obrotu energią szerzej. Czy jeśli nie masz paneli fotowoltaicznych, a chcesz nabyć i użytkować jedynie magazyn energii, kupując prąd w nocy, gdyż wtedy jest tani i odsprzedawać go wieczorem, bo wtedy jest drogi, możesz to zrobić? W Polsce nie jest to legalne i nikt na to nie zezwoli. Chyba, że wykupisz bardzo drogą koncesję na obrót energią. Dlaczego nie wolno, przecież to byłoby korzystne dla systemu energetycznego? Jest monopol od dawna i tak ma być nadal. Politycy boją się zmian. Chociaż sytuacja za naszą wschodnią granicą pokazała, że energetyka rozproszona ma znacznie więcej sensu niż politycy sobie wyobrażają. Dlatego korzystajmy z tego co już wolno, co jest legalne i co, przy pomocy prywatnych sprzedawców prądu, bardziej aktywnych niż państwowe molochy, oraz dzięki własnym inwestycjom, pozwoli korzystać nam z energii elektrycznej za darmo przez cały rok. Wtedy będzie i ekologicznie, i energooszczędnie, mimo iż pozornie będziemy w tym zużywaniu prądu wręcz rozrzutni. A i nasze domy nabiorą może wtedy jakichś bardziej urozmaiconych kształtów, bo te zeroenergetyczne mają wygląd dość monotonny.

Chcesz częściej widzieć nasze artykuły w Google? Dodaj BudujemyDom.pl do ulubionych źródeł
Stanisław Liberski
Stanisław Liberski
Sam o sobie mówi, że jest prawdziwym fachowcem w dziedzinie elektryki. Doskonale łączy w sobie gruntowne wykształcenie teoretyczne z bogatym doświadczeniem praktycznym. Od kilkunastu lat dzieli się swoją wiedzą i doradza użytkownikom forum.budujemydom.pl. Jego bogata kariera zawodowa obejmuje m.in. pracę jako gastarbeiter na budowie, gdzie doskonalił umiejętności związane z wykończeniem wnętrz, m.in. malowaniem i tapetowaniem. Był również szefem firmy handlu zagranicznego, specjalizującej się w imporcie surowców, materiałów i sprzętu budowlanego. Doświadczenie to pozwoliło mu na dogłębne poznanie rynku budowlanego i nawiązanie cennych kontaktów. Dodatkowo, pełnił funkcję dyrektora ośrodka kultury, co świadczy o jego szerokich zainteresowaniach i umiejętnościach interpersonalnych. Poza pracą zawodową, pasjonuje się pisaniem powieści oraz eksperymentowaniem z recepturami nalewek. To zamiłowania pokazują jego kreatywność i zamiłowanie do odkrywania nowych smaków.
Komentarze

Najnowsze artykuły
Czytaj tak, jak lubisz
W wersji cyfrowej lub papierowej
Moduł czytaj tak jak lubisz