Dom w stylu modernistycznej willi z XX wieku
Anna i Piotr nie dopuścili do sprzedaży domu rodziców, z powodu jego znakomitej lokalizacji i kompletnego uzbrojenia w media. Po wyremontowaniu i rozbudowaniu jest stylowy.
Anna i Piotr nie dopuścili do sprzedaży domu rodziców, z powodu jego znakomitej lokalizacji i kompletnego uzbrojenia w media. Po wyremontowaniu i rozbudowaniu jest stylowy.
Dom murowany, trzykondygnacyjny (z piwnicą pod starą częścią); dawna część budynku wzniesiona w technologii murów trójwarstwowych grubości 38 cm (z pustaków ceramicznych i bloczków gazobetonowych), nowa - z dwuwarstwowymi ścianami z poryzowanych pustaków ceramicznych grubości 25 cm i styropianu grubości 15 cm; płaski dach pokryty papą.
Początkowo rodzice Piotra mieszkali w parterowej kostce z płaskim dachem. Później dobudowali, tylko nad częścią podpiwniczoną, wysokie poddasze i przykryli je dachem ukośnym. W wygodniejszej bryle żyli przez kilkanaście lat, świetnie się czując w starej podmiejskiej miejscowości z sosnami. Niestety, nawet powiększony budynek w końcu przestał spełniać nowoczesne standardy techniczne i funkcjonalne, więc zdecydowali się go sprzedać.
Syn nie chciał oddać siedziby w obce ręce - wspólnie z małżonką kupił ją, wyremontował i rozbudował, następnie się do niej wprowadził. Jak mówi obecna właścicielka - "W domu rodziców doceniliśmy lepszą lokalizację i miejscową infrastrukturę oraz dostęp do kanalizacji i gazociągu, bo w dworku, który wtedy zajmowaliśmy, męczące było korzystanie z szamba i ogrzewanie przy użyciu kominka".
Anna i Piotr najpierw zlecili przeprowadzenie badania technicznego domu rodziców. Wykazało, że mogą pozostawić tylko podpiwniczony fragment parteru, resztę przegród (łącznie z poddaszem) powinni rozebrać. Na tej podstawie, wspólnie z architektem, rozpoczęli projektowanie nowej bryły - uznali, że do charakteru miejscowości szczególnie pasuje ta, przypominająca podmiejską willę z lat trzydziestych XX w. Jednak jej zwarty kształt, zaproponowany na pierwszych rysunkach, im nie odpowiadał i o mały włos kilkugodzinne, wstępne spotkanie koncepcyjne okazałoby się bezowocne. Zachwycili się dopiero ostatnią wersją, którą naszkicował, mówiąc - "Gdybym projektował dla siebie, to dom tak by wyglądał".
- Ten szybko przygotowany, odręczny szkic był strzałem w dziesiątkę, choć odbiegał od naszych wyjściowych wskazań - opowiada Anna. - Najistotniejsza różnica polegała na tym, że zamiast zwartej bryły, architekt narysował mocno rozciągniętą. Argumentował, że potrzebna jest po to, żeby do wnętrza dotarło jak najwięcej światła - uzyskanie takiego kształtu było możliwe na podłużnej działce. Rozrzeźbionej bryle nadał styl modernistyczny (o taki zabiegaliśmy). Już na wstępnym szkicu przykrył ją płaskim dachem, uwzględnił też okna poziome i okrągłe (jedyne, co później ogólnie zmieniłam w przeszkleniach, to zrezygnowałam ze szprosów, bo chciałam widzieć ogród ograniczony tylko ramami).
Odpowiadało nam, że pierwszy człon budynku (obejmujący dawne mury) jest dość szeroki i zasłania przed wzrokiem przechodniów węższy dobudowany, przy którym od strony południa projektant umieścił duży taras. Taki układ zapewnił zgrabne oddzielenie, od ulicy, strefy wypoczynkowej i prywatność na działce. Podczas późniejszych prac projektowych, zaakceptowaliśmy następujący program użytkowy. W istniejącej piwnicy o powierzchni 50 m2 architekt zaplanował kotłownię i pomieszczenie gospodarcze, pokój rekreacyjny z kinem domowym, przedsionek i klatkę schodową.
Na parterze, w obrębie starej bryły - hol wejściowy, gabinet, pokój gościnny, łazienkę i klatkę schodową, w części dobudowanej - kuchnię i jadalnię położoną na poziomie wyższym o dwa schody, w stosunku do salonu (tu przewidział otwarty plan). Na piętrze zaś - przedpokój, łazienkę, dwa pokoje dzieci i master bedroom. Kiedy urodziłam trzecie dziecko, jeden z synów zajął pokój gościnny na parterze (jest z tego bardzo zadowolony), a gabinet z wyjściem na taras przeobraziłam w gościnny salonik (też muzyczny) i doraźnie w miejsce pracy (podczas dłuższych odwiedzin zajmuje go moja mama). Tak zorganizowany budynek wydał się nam ciekawy pod względem estetycznym i zapewniający funkcjonalne mieszkanie, choć nie zawiera garażu (trudno było go wkomponować od frontu, zamierzaliśmy ewentualnie postawić osobną wiatę).
Architekt zaprojektował konstrukcję ze stropem i dachem, opartym na żelbetowych filarach, i ścianami wypełniającymi przestrzenie między nimi. Do jej postawienia właściciele zatrudnili doświadczonego generalnego wykonawcę. Musieli mieć pewność, że podoła nietypowemu zadaniu, w tym w fachowy sposób pogłębi, aż o 80 cm, istniejącą kondygnację na poziomie -1 (uznali, że piwnica w poprzedniej wersji jest zbyt niska dla dorosłych ludzi, zamierzali w niej przecież urządzić pokój rekreacyjny z salką kinową). Podbijanie fundamentów i inne, mniej i bardziej złożone prace (np. rozległy płaski dach) ekipa wykonała na podstawie projektów szczegółowych. Przeobrażanie budynku trwało trzy lata.
Właściciele przyznają, że kiedy piętrowa bryła została wykończona jasnym tynkiem silikatowym, sprawiała wrażenie, jakby agresywnie wtargnęła w zielone otoczenie. To dlatego, że jest dość wysoka i długa, obejmuje całą dopuszczalną powierzchnię zabudowy na posesji. Anna wykonała zatem zabieg przeciwdziałający temu - wzdłuż elewacji posadziła winobluszcz trójklapowy. Pnącze złagodziło kontury budynku i sąsiedzi przestali go nazywać "Wilczy szaniec" (po prostu nigdy nie widzieli, jak pięknie jest rozrzeźbiony od strony ogrodu).
Właścicielka zajmowała się wystrojem bez pomocy architekta wnętrz, zastosowała szlachetne materiały o najwyższej jakości.
- Zależało mi na stworzeniu aranżacji harmonijnej i spokojnej, która koi zmysły i opiera się chwilowej modzie - opowiada właścicielka. - Wybrałam materiały wytrzymałe i długowieczne. Takie są np. płyty podłogowe z bazaltu, które przeznaczyłam do wykończenia dużej części posadzki z ogrzewaniem podłogowym na parterze - w holu wejściowym, kuchni, jadalni.
Głęboki antracytowy kolor kamienia daje kontrastowe, ciemne tło reszty wystroju, w którym dla odmiany zastosowałam dużo jasnego drewna dębu, np. z tego materiału jest parkiet w salonie, meble (lub fornir) w jadalni i kuchni. Ograniczyłam ilość użytych materiałów wykończeniowych do "ciepłego" drewna i "zimnego" kamienia (są identyczne w całym budynku). Tak samo postąpiłam przy dobieraniu kolorystyki stałych elementów - np. do wykończenia ścian przeznaczyłam tynk gipsowy i trwałą ceramiczną farbę w kolorze białym, waniliowym, odcieniach szarości. Postarałam się, żeby pomieszczenia na piętrze miały nieco żywsze odcienie - w nich też króluje drewno dębowe, ale dołożyłam dywany i tapicerowane meble w wyrazistych barwach.
Elewacjom nadałam elegancki neutralny wygląd. Tynk silikatowy jest odpowiedni do leśnego środowiska, ma odcień jasnoszary. W celu ujednolicenia kolorystyki, zamówiłam pomalowanie ram okien, wykonanych z drewna meranti, na szary odcień 7030 z palety RAL. Takie samo oznaczenie ma drewnopodobna okleina na drzwiach wewnętrznych i zewnętrznych. Wspólnie z mężem zdecydowaliśmy się na standardowe instalacje, ale np. ze względu na duże przeszklenia, zamówiliśmy niskoemisyjne szyby z powłoką przeciwsolaryczną (dobrze izolują termicznie, wewnątrz budynku powietrze jest przyjemne - w lecie nie myślimy o dodaniu systemu z klimatyzatorami, w zimie instalacja grzewcza na gaz z sieci nie musi pracować na wysokim biegu).
Utrzymanie domu w 2021 r. kosztowało 18 630 zł.
Opłaty za gaz z sieci wyniosły 7000 zł, za zużycie prądu 6000 zł, za wodę z wodociągu i ścieki kierowane do kanalizacji zbiorczej 2000 zł (plus podlewanie ogrodu). Usługa wywozu śmieci 2172 zł.
Inne opłaty: ubezpieczenie budynku 900 zł; podatek od nieruchomości 558 zł.
Redaktor: Lilianna Jampolska