Dom wystylizowany przez właścicielkę
Projektanckiego bakcyla Małgosia połknęła w dzieciństwie, w domu rodziców. Szczególnie silnie tę pasję przejawiała, po zamieszkaniu we własnych czterech kątach.
Projektanckiego bakcyla Małgosia połknęła w dzieciństwie, w domu rodziców. Szczególnie silnie tę pasję przejawiała, po zamieszkaniu we własnych czterech kątach.
Dom murowany, parterowy z użytkowym poddaszem i garażem; dwuwarstwowe ściany z poryzowanych pustaków ceramicznych o grubości 25 cm i styropianu grafitowego o grubości 20 cm; wielospadowy dach przykryty dachówką ceramiczną.
Zaraz po ślubie urządziła mieszkanie w bloku, lecz pełnię projektanckich umiejętności pokazała, wykańczając i urządzając pierwszy własny jednorodzinny dom. Ściśle współpracowała z architektami przy projektowaniu dwukondygnacyjnej bryły, dopilnowała szczegółów dotyczących funkcjonalności i wygody (m.in. podzieliła wnętrze na obszerne strefy użytkowe i starannie je wyposażyła). Natomiast nie potrzebowała już pomocy fachowców przy stylizowaniu elewacji i pomieszczeń.
Początkowo Małgorzata wzbraniała się przed budowaniem od zera. Jednak po obejrzeniu wielu wystawionych do sprzedaży domów (wcześniej zamieszkanych), uświadomiła sobie, że zbyt kosztowne i nieopłacalne będzie przeobrażanie ich do postaci, którą sobie wymyśliła. Na przykład bardzo jej zależało, żeby dach siedziby był efektowny i rozłożysty. Mówi, że od zawsze uznaje ten element za najważniejszą ozdobę jednorodzinnej architektury.
- Nie potrafiłam zrezygnować z marzeń, bo oznaczałoby to w przyszłości życie w budynku nie do końca "moim" - opowiada właścicielka. - To ostatecznie zadecydowało o budowaniu od podstaw. Znalezienie zespołu architektów, którzy zechcieliby projektować pod moje "dyktando", nie było łatwe, ale się udało. Efektem tej współpracy jest tradycyjna bryła z poddaszem, którą zwieńczyłam wielospadowym dachem z kilkoma lukarnami i szerokimi okapami. Z góry wiedziałam, że zrealizowanie i wykończenie takiego przykrycia będzie droższe od zbudowania prostego, dwuspadowego. Jednak nawet spodziewany wysoki koszt nie powstrzymał mnie przed zastosowaniem angobowanej ceramicznej dachówki w kolorze antracyt. Dzięki tym zabiegom "czapa" domu jest elegancka i dodaje uroku bryle.
Podczas stylizowania elewacji o sporym rozmiarze też postarałam się o to, żeby nie wyglądały zbyt pospolicie i nudno. Nad wjazdem do garażu i oknami na parterze poprowadziłam spłaszczone łuki, a wokół otworów i pod otynkowaną podbitką dachu - obramowania, gzymsy, pilastry. Różnorodne elementy ozdobne (wykonane z twardego styropianu i przyklejone w formule 3D) nie dominują, tylko w nienachlany sposób wzbogacają fasady, jednolicie wykończone tynkiem silikonowym w kolorze śmietany. Dzieje się tak dlatego, że ten sam odcień bieli (9002 z palety RAL) mają - tynk, dekoracje, ramy okien, drzwi, brama garażowa.
Podczas projektowania bryły położyłam jeszcze nacisk na możliwość poruszania się na linii dom-ogród bez barier (np. przy tarasie nie ma schodów). Ekipa brukarska musiała zatem umiejętnie ukształtować podłoże, ponieważ budynek stanął na szczycie łagodnego pagórka (kupiliśmy działkę ze spadkiem w stronę ulicy). Wykorzystałam dogodne usytuowanie posesji względem stron świata - salon zaplanowałam od wschodu, narożny taras od wschodu i południa (połowa płyty tarasowej na stałe zadaszona przez strop i szeroki okap dachu).
Pani domu z ogromnym pietyzmem zaaranżowała praktyczną przestrzeń wspólną i prywatną. Zgodnie z prośbą męża, starannie wytyczyła wielkość salonu (oczekiwał komfortu - dużej przestrzeni). Wzmocniła efekt użytkowy i reprezentacyjny tego pomieszczenia, poprzez nadanie mu wysokości dwóch kondygnacji. Zadbała o właściwy rozmiar jadalni (postanowiła ulokować w niej długi stół) oraz kuchni z wyspą (nie zapomniała o wydzieleniu przy niej spiżarni o powierzchni 3 m2, schowała ją za drzwiami w zabudowie kuchennej). Wnętrza wspólne celowo ustawiła w kształt przypominający literę S.
- Jestem osobą chętnie gotującą i rodzinną, dlatego zaplanowałam całą strefę wspólną do wygodnego życia na co dzień i przyjmowania gości - mówi Małgorzata. - Na przykład na przyjęciach imieninowych lub świątecznych zjawia się co najmniej kilkanaście osób, więc nawet w tak dużej jadalni dostawiamy wtedy krzesła. Natomiast do podejmowania kilku koleżanek przy kawie przeznaczyłam wyspę, usytuowaną na granicy jadalni i kuchni. Rzeczywiście, przy garstce osób wyspa i stołki barowe fantastycznie się sprawdzają.
Po doświadczeniach mieszkania w domu rodziców zbudowanym w czasach socjalizmu, nie wyobrażałam sobie ciągłego chodzenia po schodach do sypialni. Prywatny master bedroom ulokowałam zatem na parterze, zawierając w nim sypialnię, łazienkę z wanną i prysznicem oraz pojemną garderobę. Uwzględniłam zamieszkanie tu w przyszłości rodziców, lecz głównie miałam na uwadze nasze potrzeby. Obok tej strefy zaprojektowałam oddzielne gościnne WC. Naprzeciwko - wieloczęściowe zaplecze gospodarcze (z kotłownią, składzikiem, pralnią z suszarnią i prasowalnią), które połączyłam z garażem na dwa samochody. Żadnego elementu nie potraktowałam tu po macoszemu, postarałam się o przestronność i łatwy dostęp do wyposażenia (np. w pralni pamiętałam o oknie tarasowym, przez które wystawiam suszarkę na zewnątrz).
Równie precyzyjnie myślałam o dużym przeszklonym wiatrołapie i oddzielonej szatni (nie chciałam, żeby stały się poczekalnią przy większym gronie gości - dodatkowo zależało mi, aby ten pierwszy pełnił rolę recepcji, jeśli przyjdzie listonosz). Po prostu, życie w jednorodzinnej siedzibie wymaga zapewnienia dogodnej przestrzeni, i uwzględnienia, oczywiście, potrzeb dzieci. Dla syna przeznaczyłam pomieszczenia na poddaszu (sypialnię, łazienkę z wanną i prysznicem). Podobny zestaw przygotowałam dla kolejnego dziecka. Na wyższej kondygnacji urządziłam też pokój gościnny oraz we wnętrzu nad garażem - strefę do zabawy.
Kiedy z mężem zdecydowaliśmy się na układ z wysokim salonem i antresolą na poddaszu, rozwiązałam problem dużej akustyki i uciekania ciepła na górę, montując wzdłuż antresoli szklaną ścianę. Ten detal architektoniczny okazał się trafnie dobrany, bo szkło nie zasłania światła, ani widoku na salon i ogród. Ponadto wygląda nowocześnie.
Właściciele założyli systemy standardowe i ponadstandardowe. Już na etapie budowania zlecili specjalistom zamontowanie wentylacji mechanicznej z rekuperatorem. Fachowcy doradzili przygotowanie opcji włączenia klimatyzatora do tych samych kanałów (dodali go rok temu). Inni poprowadzili rurociąg systemu odkurzania centralnego, wyposażając go w pięć gniazd i dwie szufelki automatyczne (w kuchni i wiatrołapie). Oczywiście, przezorna właścicielka kupiła dwa węże o długości 12 m (po jednym na każdą kondygnację) i bogaty osprzęt.
Wodę ze studni, wydrążonej na okres budowy, teraz mieszkańcy wykorzystują do podlewania ogrodu (uzdatniając ją specjalistyczną stacją). Szczęśliwie instalację w domu tuż przed przeprowadzką podłączyli do nowo powstałego wodociągu. Założyli dodatkowy obwód elektryczny, obsługujący agregat prądotwórczy. Zainwestowali w system alarmowy i monitorowania siedziby oraz wersje antywłamaniowe okien i drzwi. Nie oszczędzali na rozmaitych czujnikach, m.in. dymu. Na gazie z sieci oparli mieszany system grzewczy z podłogówką, grzejnikami kanałowymi i na ścianach.
Koszt utrzymanie domu w roku 2021 wyniósł 14 950 zł.
Do końca 2021 r. średnie miesięczne opłaty za gaz z sieci kształtowały się na poziomie 400 zł (czyli rocznie 4800 zł). Na drewno do kominka wydano około 150 zł, na energię elektryczną co miesiąc 350 zł (4200 zł). Woda z wodociągu i odprowadzanie ścieków do kanalizacji zbiorczej kosztowało łącznie 2400 zł (przy podlewaniu ogrodu uzdatnioną wodą ze studni). Uzdatnianie tej wody 200 zł.
Inne opłaty: monitoring 720 zł; ubezpieczenie budynku 2000 zł; podatek od nieruchomości 480 zł.
Redaktor: Lilianna Jampolska