Wi-Fi ogarnęło nasze domy, ale eksperci od sieci wciąż powtarzają jedno: skrętka to inwestycja, której nikt nigdy nie żałował, a brak skrętki - bardzo często tak. Dlaczego? Sygnał radiowy, choć wygodny, zawsze przegrywa ze ścianami, żelbetem i odległością od routera. Tam, gdzie liczy się stabilność i maksymalna prędkość - w gabinecie z komputerem stacjonarnym, przy telewizorze ze streamingiem 4K, w strefie konsoli do gier czy przy punkcie dostępowym drugiego routera - kabel po prostu nie ma sobie równych. Wi-Fi świetnie sprawdza się dla laptopa na kanapie czy smartfona w kuchni, ale tam, gdzie liczy się każdy milisekund opóźnienia, wygrywa przewód.
Dlatego planowanie gniazd komputerowych warto robić na etapie projektu instalacji elektrycznej, razem z gniazdami 230 V i punktami oświetleniowymi - a nie „przy okazji", gdy skończą się już wszystkie prace wykończeniowe. Dobra zasada: minimum jedno podwójne gniazdo RJ45 w każdym pomieszczeniu, gdzie może stanąć telewizor, komputer lub konsola, plus dodatkowy punkt w miejscu planowanego routera. Warto też pomyśleć o gnieździe w garażu czy na tarasie - pod kamerę monitoringu albo access point zewnętrzny.
Skrętka poprowadzona w ścianach to koszt rzędu kilkuset złotych na cały dom, a korzyści z niej czerpać będziemy przez dekady - bez kucia ścian, gdy okaże się, że Wi-Fi jednak nie wystarcza.
Beata Pandel
Specjalista ds. promocji OSPEL
Przeczytaj
Może cię zainteresować
Dowiedz się więcej