Budując dom, Agnieszka i Lionel
kupowali najlepszej jakości
materiały budowlane i izolacyjne, jakie
w tamtym okresie polecali specjaliści.
Zamiast ogrzewania gazowego
zainstalowali pompę ciepła.
Data publikacji: 2012-04-02
Data aktualizacji: 2012-04-02
Materiały i instalacje "na topie" mają zapewnić ich budynkowi trwałość, solidność, niskie koszty utrzymania oraz oddalić remonty. Wszystko wskazuje na to, że postępowali słusznie, chociażby dlatego że utrzymanie domu kosztuje tyle samo co poprzedniego 50-metrowego mieszkania.
Dom murowany, parterowy z użytkowym poddaszem
i garażem; ściany z pustaków ceramicznych Porotherm
(36 cm), ocieplone na zewnątrz styropianem o grubości
15 cm; dach pokryty dachówką ceramiczną.
Powierzchnia działki: 2675 m2
Powierzchnia domu: 223,5 m2 plus garaż
Powierzchnia garażu: 32,9 m2
Roczne koszty utrzymania domu: 11 100 zł
Agnieszka i Lionel trzykrotnie przeżyli poważne perypetie z nieuczciwymi
sprzedawcami mieszkań. Wystarczy wspomnieć, że przy
ostatniej nieudanej transakcji z winy sprzedającej trzeba było anulować
akt notarialny. Wtedy ich cierpliwość się skończyła. Stracili ochotę na
kupno mieszkania i zainteresowali się budową domu pod miastem.
Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło
Paradoksalnie z niefortunnego obrotu sytuacji cieszył się mąż pani
Agnieszki. Rodowity Francuz wychował się w jednorodzinnym
domu i niełatwo było mu mieszkać z rodziną w mieszkanku na
warszawskim Mokotowie. Od początku namawiał żonę na dom, ale
ona wolała mieszkanie. Zmieniła nastawienie dopiero w obliczu
następujących po sobie fatalnych okoliczności, które sprawiły, że ceny
nieruchomości kilkakrotnie wzrosły, a rodzina nadal tkwiła w za
małym mieszkaniu.
– Doczekaliśmy momentu, kiedy oszczędności traciły wartość, kredyt
hipoteczny został zawieszony do czasu rozpoczęcia jakiejkolwiek inwestycji,
więc żeby nadgonić stracony czas, zaczęliśmy szukać gotowego
domu – mówi właścicielka.
– Okazało się, że i to nie jest nam pisane. Znajomi odradzili kupno
domu od dewelopera na osiedlu, którym się interesowaliśmy, ponieważ
tamtejsze budynki miały usterki (np. pękające ściany). I tak, doświadczając jeszcze paru zawodów, doszliśmy do przekonania, że najlepsze, co
powinniśmy zrobić, to kupić działkę i zbudować dom samodzielnie.
Formę ganku właścicielka podpatrzyła we francuskim czasopiśmie. Murowany
podcień przypadł jej bardziej do gustu niż tradycyjne dworkowe kolumny.
Zastosowała półokrągłe schody, przełamujące liczne prostokątne podziały bryły
domu. Wykończyła je płytami z betonu imitującymi piaskowiec
Tył domu zwrócony jest na południowy zachód. To sprawia, że strefa
wypoczynkowa na zewnątrz i wewnątrz budynku jest dobrze oświetlona
i słoneczna. Mimo tego, właściciele wstawili dodatkowe okna połaciowe nad
salonem. Dach z lukarnami wykończyli angobowaną dachówką ceramiczną
Z możliwością dalszych podziałów
Ostatecznie małżeństwo kupiło działkę położoną 27 kilometrów od
miejsca poprzedniego zamieszkania. Spodobało im się jej położenie
i sąsiedztwo rodzin takich jak oni, czyli mających małe dzieci
i dojeżdżających do pracy do miasta. Choć działka nie miała dostępu
do kanalizacji, a sieć gazowa przebiegała w odległości 100 m, zdecydowali
się wydać na nią 260 000 zł. Miała bowiem wiele innych
zalet, a ceny nadal z dnia na dzień rosły.
Zachęcający był łatwy
dostęp do sieci wodociągowej i elektrycznej (przyłącza kosztowały
odpowiednio 6000 i 3500 zł), a gmina zapowiadała skanalizowanie
terenu. Słuszność zakupu potwierdzili również architekci, mający
zaprojektować dom dla Agnieszki i Lionela. Podczas pierwszej wizyty
zakrzyknęli z zachwytem:
– To marzenie każdego architekta! Działka
płaska jak stół, kwadratowa, pusta, ale otoczona starodrzewem, idealnie
skierowana w strony świata. Front domu można będzie ustawić
na północny-wschód, a strefę dzienną i wypoczynkową – na południe
i zachód.
Mimo wskazań architektów, którzy sugerowali budowę domu
w centrum działki na wprost okazałego wjazdu, małżeństwo zbudowało
go z boku. Połowę terenu pozostawili pustą, tak jak to planowali,
szukając ziemi. Od początku chcieli kupić możliwie dużą działkę,
z myślą o zbudowaniu na niej w przyszłości drugiego domu dla któregoś
dziecka lub w celu ewentualnej odsprzedaży niezagospodarowanej
części. Z tego powodu ucieszyli się, że działka jest narożna oraz
łatwa do dalszych podziałów i wytyczenia niezależnych wjazdów.
Szkoda, że dom musi mieć skośny dach
Panią Agnieszkę rozczarowała informacja, że nie będzie mogła
zbudować domu z płaskim dachem. Marzyła o budynku w stylu modernistycznym.
Miejscowe przepisy budowlane nakazywały jednak
budowę domów z pochylonymi dachami (35–45°) i nie wyższych niż
7 m. W takiej sytuacji małżeństwo zdecydowało się na tradycyjną
bryłę.
Wykusz doprojektowano dopiero w trakcie budowy domu. Urozmaicił boczną
elewację. Architekci proponowali zbudowanie nad nim balkonu. Właściciele
odrzucili ten pomysł. Poprosili za to o bardzo solidne zaizolowanie dachu nad
wykuszem
Zadaszona wnęka w załomie murów powstała na życzenie właścicielki. Stoi
w niej większość mebli ogrodowych, bo jest tu zacisznie i sucho nawet podczas
deszczu. Płyta tarasu, o powierzchni 38 m2 wykończona płytami gresu, powiększa
salon i strefę dzienną. To również było celem pani Agnieszki
Właścicielka z ogromną dozą rozsądku napierała na zaprojektowanie
niedużego budynku. Postawiła architektom limit 200 m2.
Oczywiście nie chciała z małego mieszkania wtłoczyć się do zbyt
małego domu, ale starała się powściągnąć typowy rozmach ludzi
opuszczających bloki. Liczyła się również z późniejszymi kosztami
utrzymania i sprzątaniem. Pierwotny limit został jednak przekroczony
o 60 m2.
Konieczny był na przykład pojemny garaż na dwa samochody,
który właściciele chcieli mieć w bryle budynku. Potrzebna
była duża kotłownia, mogąca zmieścić liczne urządzenia i pralnię
z suszarnią. Pan Lionel upierał się przy osobnym pokoju telewizyjnym
i do ćwiczeń (umieszczono go nad garażem). Na antresoli
na poddaszu powstały trzy sypialnie, pracownia pani Agnieszki,
wspólna łazienka i osobne w.c. Na parterze, oprócz połączonych
pomieszczeń dziennych, znajdują się łazienka, wiatrołap, kotłownia
oraz przejście do garażu.
Z pompą ciepła i inteligentną instalacją
Gazownia wyliczyła, że przyłączenie budynku do sieci gazowej będzie
kosztować 15 000 zł. Mimo że architekci przystosowali budynek do
ogrzewania gazowego, właściciele podczas budowy zmienili plany.
Uznali, że skoro samo przyłączenie gazu jest tak drogie, wolą zainwestować
w pompę ciepła. Łącznie z budową dolnego źródła (z trzema
pionowymi odwiertami), instalacją c.o. z wodnym ogrzewaniem
podłogowym na dwóch kondygnacjach, zbiornikiem na wodę 300 l jej
koszt sięgnął 100 000 zł.
– Pogodziliśmy się z tak wysokimi kosztami instalacji grzewczej,
widząc szereg korzyści, jakie przyniesie nam w przyszłości – mówi pani
Agnieszka. – Pierwszą są niskie rachunki za ogrzewanie. W dwukondygnacyjnym
domu nie przekraczają 3500 zł rocznie! Spodziewamy się
również, że taka instalacja podniesie wartość budynku, jeśli trzeba go
będzie kiedyś sprzedać.
Na obu kondygnacjach zastosowano podgrzewane podłogi. Nawet w kąciku
wypoczynkowym są wykończone terakotą. Właściciele martwili się, że salon
będzie za mały. Lekarstwem okazało się wysokie sklepienie, światło padające
z góry przez okna połaciowe oraz widok na ogród przez szerokie wyjście tarasowe
Mimo że w projekcie kuchnia była oddzielona ścianą, właściciele
zrezygnowali z niej podczas budowy. Uznali, że zabierze przestrzeń i światło.
Zdecydowali się natomiast na dobudowanie wykuszu, w którym urządzili
jadalnię. Z obu zmian są bardzo zadowoleni
Pan Lionel jest zapalonym informatykiem i elektrykiem.
Postanowił wyposażyć budynek w system inteligentnej instalacji.
Czuł się na siłach samodzielnie go zaprojektować i wykonać, co
przyniosło duże oszczędności. Podczas wykańczania budynku położył
odpowiednie kable do sterowania na przykład ogrzewaniem,
domowymi multimediami, Internetem, elektrycznością, alarmem
itp. Obecnie sukcesywnie podłącza elementy inteligentnego
systemu. To kolejny atut budynku, podnoszący jego atrakcyjność
i wartość.
Kiedy małżeństwo przeszło przez perypetie z nieudanym zakupem
mieszkania i gotowego domu, nastąpił… czas cudów. Wszystko
zaczęło się dobrze układać. Nawet budowa! Pani Agnieszka organizowała
ją samodzielnie, wynajmując kolejnych wykonawców. Mąż
musiał poświęcić się pracy zawodowej. Nie zdecydowała się na generalnego
wykonawcę, ale na różne ekipy. Zatrudniane zawsze tylko
z polecenia, nie zawiodły. Budowa domu trwała od marca 2008
r. do maja 2010 r. Pani Agnieszka nie przyspieszała przeprowadzki,
ponieważ był to dla niej okres ciąży i narodzin drugiego dziecka.
Wolała odczekać, aż budynek wyschnie, a chemikalia się ulotnią.
Dzięki umiejętności negocjacji budowa zamknęła się w kwocie
700 000 zł. Małżeństwo rozmyślnie kupowało najnowszej generacji
materiały budowlane i wykończeniowe – angobowaną ceramiczną
dachówkę, ceramiczne pustaki Porotherm, wełnę mineralną, styropian
z domieszką grafitu, plastikowe okna z antywłamaniowymi
i ciepłymi szybami itp. Stosowali je z przekonaniem, że dom będzie
im służył długo bez konieczności remontu, a jeśli trzeba go będzie
sprzedać, osiągnie dobrą cenę.