Ewa i Marcin lub też
EWA_&_MARCIN – jeśli ktoś
woli nick z internetowego
forum – wybudowali swój dom
w miejscowości leżącej
w pobliżu Zielonej Góry.
Od granicy ich działki do
centrum miasta jest około
dziesięciu kilometrów.
Data publikacji: 2011-11-14
Data aktualizacji: 2011-11-24
Miejsce
jest naprawdę niezwykłe.
Są blisko cywilizacji,
a jednocześnie rankiem
z okien kuchni mogą obserwować
sarny pasące się na
skraju lasu. Ostatnio Marcin
widział lisa, a na podwórku
przy domu odbyła się poważna
narada kilku dzięciołów
– Początkowo obawialiśmy się, czy nasz kot Luxus, wychowany w trzydziestometrowej
kawalerce w Zielonej Górze, da sobie radę na osiedlu domków, które ze wszystkich
stron otoczone jest lasem – mówi Marcin.
– Dlatego tuż po przeprowadzce bardzo
uważaliśmy, aby gdzieś się nie zgubił. Zawsze jednak znajdował drogę do domu.
Co więcej, Luxus poczuł się tu tak dobrze, że zaczął już polować na myszy! On, typowy
miejski kanapowiec! Na razie nie bardzo wie co, z tymi myszami robić dalej, ale liczy
się przecież łowiecki zew!
Lokata kapitału
– Ewę poznałem w Żarach osiem lat temu
– wspomina Marcin. – Później mieszkaliśmy
kolejno w Żarach, Gorzowie Wielkopolskim
i Zielonej Górze. Sprowadzając się do stolicy
polskiego winiarstwa, nie wiedzieliśmy
jeszcze, czy na pewno zostaniemy w tym
mieście na stałe. Wiedzieliśmy natomiast,
że chcemy zamieszkać w domu. Udało
się nam korzystnie sprzedać gorzowskie
mieszkanie i za te pieniądze postanowiliśmy
kupić działkę w okolicach Zielonej Góry.
Stwierdziliśmy, że jak się na niej wybudujemy,
to się wybudujemy, a jak nie, to będzie to
bezpieczna lokata kapitału. Może nie byłoby
z tej inwestycji jakichś poważnych zysków,
ale strat z pewnością byśmy nie ponieśli.
Mieliśmy wcześniejsze, niezbyt dobre doświadczenia
z giełdą i ulokowanie pieniędzy
w ziemię uznaliśmy za krok rozsądny. Zaletą
tego rozwiązania było również to, że kapitał
był "zamrożony", a pieniądze nie kusiły, aby
po nie sięgnąć.
Wybierając działkę, Ewa i Marcin kierowali
się głównie względami estetycznymi. Okolica
musiała być po prostu ładna! Względy lokalizacyjne
były natomiast na drugim miejscu.
– Gdybyśmy znaleźli coś interesującego
bliżej miasta, byłoby OK! – podkreśla Marcin.
– Gdyby działka leżała dalej od Zielonej Góry,
też nie byłoby problemu. Niemal od razu polubiliśmy
to miejsce. Cały teren przeznaczony na
zabudowę jednorodzinną otoczony jest lasem.
A dodatkowymi atutami przemawiającymi
na korzyść tej okolicy były: porządna droga
dojazdowa oraz media doprowadzone do
granicy działki. Dowiedziałem się ponadto,
że miejscowa gmina sprzyja inwestorom
i traktuje ich przyjaźnie.
Działkę kupiliśmy
w roku 2008. Rok później zaczęliśmy szukać
projektu i załatwiać wszelkie formalności. Po
kolejnych dwunastu miesiącach doszliśmy do
wniosku, że ponieważ nasza sytuacja finansowa
jest stabilna, możemy ruszać z budową.
Mury zaczęły rosnąć w połowie marca. Tuż po
rozpoczęciu inwestycji dowiedzieliśmy się, że
nasza rodzina się powiększy. To była dla nas
dodatkowa mobilizacja.
Kuchnia jest połączona z jadalnią
Amber
– Szukaliśmy projektu gotowego, który byłby
jednocześnie oryginalny – mówi Marcin.
– Tak trafiliśmy na „Amber” w wersji
lewej. Dom jest funkcjonalny, a wnętrza
rozplanowane są w ciekawy sposób. Układ
pomieszczeń bardzo nam odpowiadał. Jest
tu dużo otwartych przestrzeni w części
dziennej na parterze i przytulne, kameralne
pokoiki na piętrze.
Spodobała się nam
również elewacja łącząca cegłę klinkierową
z gładkimi ścianami oraz dużymi przeszkleniami.
Ciekawe jest to, że klasyczna, prosta
bryła z dwuspadowym dachem doskonale
współgra z wzorniczymi smaczkami. Takimi
jak chociażby wysoki, ośmiometrowy komin
z cegły klinkierowej czy osłonięty dachem
balkon w pokoju gościnnym…
Obszerny przedpokój połączony jest zarówno
z salonem, jak i z kuchnią oraz jadalnią
Z zewnątrz
budynek również przyciąga wzrok. Wcześniej
mieliśmy na oku inny bardzo interesujący
projekt. Był… kosmiczny! Pojawiały się tam
na przykład owalne okna… Sporo było też
różnych innych ekstrawaganckich pomysłów.
Dzisiaj bardzo cieszę się jednak, że wybraliśmy
„Ambera”. Z perspektywy czasu widzę,
iż tamte kosmiczne pomysły dosyć szybko
opatrzyłyby się nam i kto wie, czy nie stałyby
się drażniące.
Ekspresowa inwestycja
Dom Ewy i Marcina był gotowy w dziesięć
miesięcy. Z jednej strony, śpieszyli się, aby zamieszkać
z dzieckiem już na swoim, z drugiej,
była to kwestia ekonomii.
– Mieszkaliśmy bowiem w wynajętym mieszkaniu,
a jednocześnie musieliśmy już spłacać
kredyt zaciągnięty na budowę – wspomina
Marcin. – To było spore obciążenie naszych
finansów. Oczywiście szybka budowa nie
oznaczała wariactwa! Stosowaliśmy niezbędne
przerwy technologiczne. Dom w stanie surowym
otwartym był gotowy do końca sierpnia
2010 roku. A później zaczęła się wykończeniówka.
Każdemu, kto buduje po raz pierwszy,
wydaje się, że kiedy mury już stanęły, to dalej
będzie wyłącznie z górki. Okazuje się jednak,
że prace wykończeniowe to naprawdę duże
wyzwanie, którego nie wolno lekceważyć. Ale
daliśmy radę! Ewa jeszcze w starym roku opuściła
wynajmowaną, zielonogórską kawalerkę
i wyjechała do rodzinnych Żar. Tam urodziła
naszego syna Aleksandra, a potem w lutym
2011 wróciła już tu do naszego nowego domu.
Materiały
Każdemu, kto buduje po raz pierwszy, wydaje się, że kiedy mury już stanęły, to dalej będzie wyłącznie z górki. Okazuje się jednak, że prace wykończeniowe to naprawdę duże wyzwanie, którego nie wolno lekceważyć.
Ściany domu Ewy i Marcina wzniesione są
z pustaka ceramicznego Porotherm o grubości
24 centymetry. Ocieplenie elewacji
wykonane jest z płyt wełny mineralnej
Frontrock Max E – 16 cm. Kolejna warstwa,
w zależności od miejsca, składa się z ręcznie
formowanych płytek klinkierowych lub
tynku mineralnego.
– Dlaczego zastosowałem wełnę mineralną
do ocieplenia ścian? Przyczyna była
prozaiczna – stwierdza Marcin. – W tamtym
okresie byłem akurat pracownikiem firmy
zajmującej się produkcją tego materiału
i wełnę mineralną mogłem nabyć w cenie
styropianu. Skorzystałem z tej możliwości,
kierując się obiegowymi opiniami, iż „mur
obłożony styropianem to termos”. Wełna
mineralna pozwala natomiast „oddychać
ścianom”.
Czy to jest prawda, czy nieprawda…
Trudno mi zająć stanowisko. Z tego, co
się zorientowałem, zażarte dyskusje na ten
temat w Internecie nie mają końca. Powiem
tylko, że miałem okazję rozmawiać z ludźmi,
którzy twierdzili, iż po wejściu do domu
wyraźnie czują, jakim materiałem jest on
ocieplony. Ich zdaniem w przypadku wełny
mineralnej panuje w nim lepszy klimat. Czy
tak jest w rzeczywistości? Nie wiem! Nie
mam tego rodzaju obserwacji.
Więźba dachowa domu wykonana jest
z elementów drewnianych wzmacnianych
komponentami stalowymi. Ich zastosowanie
było konieczne, gdyż konstrukcja jest dosyć
skomplikowana. Połać dachu ocieplona
jest dwiema dwudziestocentymetrowymi
warstwami wełny mineralnej, a pokrywa ją
dachówka ceramiczna.
W wystrój salonu Ewa i Marcin włożyli dużo pracy i pomysłowości
Wysoki komin wymurowany został
z formowanej ręcznie cegły klinkierowej,
sprowadzonej z Holandii. Ten element elewacji
nadaje indywidualny charakter naszemu "Bursztynkowi".
– Wielu ludzi, których poznajemy na
forum, pragnie często obejrzeć nasz dom, aby
sprawdzić, na ile projekt oddaje rzeczywistość
– mówi Marcin. – My nie korzystaliśmy
niestety z takiej możliwości. Nie mieliśmy
wówczas odpowiednich kontaktów. Ale muszę
stwierdzić, iż uważam takie podejście za
bardzo rozsądne. Skoro już jednak mówimy
o podpatrywaniu, to bardzo dużo skorzystałem,
uczestnicząc w życiu forum internetowego
„Budujemy Dom” ().
Instalacje
Kominek w salonie pełni wyłącznie funkcję
rekreacyjną
Źródłem ciepła w domu jest jednofunkcyjny
kocioł kondensacyjny firmy Vaillant o mocy
19 kW ze zbiornikiem ciepłej wody, który ma
pojemność 150 litrów.
– Muszę powiedzieć, że urządzenie sprawuje
się bez zarzutu i doskonale współpracuje z tradycyjnymi
grzejnikami – podkreśla Marcin.
– W domu nie ma ogrzewania podłogowego,
chociaż gdybym miał podejmować decyzję dzisiaj,
to kto wie, czy nie zdecydowałbym się na
podłogówkę… przynajmniej w części budynku.
Wodę w domu zapewnia wodociąg
wybudowany przez gminę. Jeśli chodzi o kanalizację,
to problem doskonale rozwiązuje
przydomowa oczyszczalnia ścieków z rozsączaniem.
– Zdecydowaliśmy się zainstalować
w domu wentylację mechaniczną z rekuperacją
CA 350 Ease firmy Aeris. W centrali
wentylacyjnej znajduje się wymiennik przeciwprądowy.
Instalacja sprawuje się jak
dotąd bardzo dobrze. Nie jestem w stanie
powiedzieć, czy rzeczywiście oszczędzamy
na kosztach ogrzewania aż 25%, jak deklaruje
producent. Ale oszczędzamy na pewno.
Kiedy porównuję moje opłaty za zużycie
gazu z kosztami sąsiada, który ma dom
o podobnej powierzchni i nie zdecydował
się na rekuperator, to wypadają one zdecydowanie
lepiej. Jednak poza wymiernymi
korzyściami liczy się także komfort życia.
W budynku z wentylacją nie trzeba otwierać
okien. W związku z tym, kiedy wychodzi
się z domu, nie trzeba pamiętać o ich zamykaniu!
Latem nie pojawiają się uciążliwe
owady… Muszę powiedzieć, że dla Ewy
i dla mnie te właśnie względy praktyczne
są znacznie ważniejsze niż ekonomiczne.
Wyrzutnia rekuperatora znajduje się
zgodnie z zasadami po stronie południowej,
a czerpnia po stronie nienasłonecznionej
– północnej.
Instalacja wentylacyjna przewidziana
jest do rozbudowy. Kanał czerpni jest
rozgałęziony i przygotowany na podłączenie
gruntowego wymiennika ciepła, rurowego,
bądź żwirowego. Ta inwestycja jeszcze przed
nami. Należy jednak pamiętać, że jeśli ktoś
spodziewa się, że GWC zastąpi mu latem
klimatyzację, to może być bardzo zawiedziony.
Do firmy, która miała wykonywać
wentylację, zgłosiłem się na wczesnym etapie
budowy. Zalany był akurat strop. Dzięki
temu instalacja mogła zostać dobrze ukryta.
W salonie znajduje się kominek. Pełni on
funkcję czysto rekreacyjną. Nie zdecydowaliśmy
się na turbinę i dystrybucję gorącego
powietrza, gdyż specjaliści od wentylacji
mechanicznej stwierdzili, iż istnieje ryzyko,
że obie instalacje nie będą współdziałały
w prawidłowy sposób.
Wnętrza
Dom ma około 160 m2 powierzchni użytkowej.
Na parterze znajduje się wiatrołap oraz
spory przedpokój otwarty na salon i kuchnię
z jadalnią. Ta ostatnia jest również połączona
z salonem, ale w razie potrzeby można oddzielić
te pomieszczenia za pomocą szerokich,
przesuwanych drzwi. Na parterze znajduje się
ponadto jeszcze jeden pokój, który nazywany
jest przez domowników biurem.
– Być może któreś z nas będzie w przyszłości
tam pracowało, a być może pokoik przyda się,
jeśli rodzina się powiększy…
Dolna kondygnacja to jeszcze toaleta,
schowek-spiżarnia pod schodami, garaż oraz
pomieszczenie techniczne.
Na pierwszym piętrze na wprost schodów znajduje się kącik rekreacyjny
Na piętrze na wprost schodów znajduje
się kącik rekreacyjny. To miejsce, w którym
można na przykład spokojnie poczytać lub
popatrzeć na okolicę przez trójkątne okno.
– Po prawej stronie schodów znajduje się
nasza sypialnia, do której przylega łazienka.
Po lewej stronie znajdują się natomiast: druga
łazienka, pokój dziecięcy oraz pokój gościnny
z balkonem.
Okna w całym domu mają kolor określany
przez producenta jako ciemny orzech.
Wykonane są z okleinowanego PVC.
Gospodarze zdecydowali się na wariant dwuszybowy.
Zadecydowały przede wszystkim
względy ekonomiczne. Powierzchnia przeszkleń
w domu jest bowiem naprawdę spora
i okna z potrójną szybą byłyby sporo droższe.
– W projekcie domu przewidziane jest duże,
narożne przeszklenie salonu. Składa się ono
z dwóch okien o szerokości około dwóch i pół
metra. Byliśmy zmuszeni nieco je obniżyć
(według dokumentacji przewidziane są niemal
do sufitu – przyp. red.) ze względu na to, że
zastosowaliśmy strop typu Teriva. Aby zachować
wizualną lekkość konstrukcji, w narożniku
umieszczona jest stalowa kolumna wspierająca
strop.
Okno musi być zatem wysunięte poza
obręb muru i jest zamontowane w warstwie
ocieplenia. Czyli w taki sposób, w jaki powinno
się montować wszystkie okna, jeżeli poważnie
myśli się o energooszczędnym domu. Najczęściej
nie robi się tego ze względów ekonomicznych,
gdyż system specjalnych kotew do
tego typu montażu dosyć sporo kosztuje. Uznaliśmy
jednak, że efekt wizualny, jaki daje przeszklenie
całego narożnika salonu, wart jest poniesienia
większych nakładów finansowych.