Dom nie jest dla ludzi leniwych!
Konwencjonalny styl i kolorystyka domu Magdy i Piotra pasują do otoczenia. Właściciele lubią spójność i harmonię, a dzięki ich staraniom dawna działka pracownicza zmieniła swoje oblicze nie do poznania.
Konwencjonalny styl i kolorystyka domu Magdy i Piotra pasują do otoczenia. Właściciele lubią spójność i harmonię, a dzięki ich staraniom dawna działka pracownicza zmieniła swoje oblicze nie do poznania.
Dom murowany, parterowy z użytkowym poddaszem i garażem; dwuwarstwowe ściany z poryzowanych pustaków ceramicznych o gr. 25 cm i styropianu o gr. 10 cm; dach pokryty dachówką cementową.
To ojciec Piotra wykupił w tym miejscu, w latach 80. poprzedniego stulecia, ogródek pracowniczy na weekendowy wypoczynek. Choć planował postawić tu całoroczny dom, nigdy tego nie zrobił. W końcu, po ponad dwudziestu latach, zaproponował to synowi, mówiąc - jeśli chcesz, ty się buduj. Piotr chciał! Akurat wtedy był w momencie życia, w którym musiał zdecydować, czy pieniądze z kredytu bankowego przeznaczy na mieszkanie w bloku, czy na własny podmiejski dom. Wolał tę drugą opcję.
Dopóki ojciec uprawiał tu truskawki i drzewka owocowe oraz korzystał z "domku na kurzej łapce" (jak go określił Piotr), wystarczało mu wyposażenie posesji tylko w instalację elektryczną i wodociągową. Nowi właściciele również nie przestraszyli się braku pozostałych ważnych mediów. Wiedzieli, że współczesna technika pomoże im nadgonić wszelkie niedostatki - nowoczesny automatyczny kocioł na paliwa stałe i kominek z płaszczem wodnym zastąpią najbardziej przydatne do ogrzewania budynku sieć z gazem ziemnym i kocioł gazowy, a szczelne szambo - kanalizację zbiorczą.
Piotr ogromnie cieszył się z tego, że okolica nie zmieniła dawnego charakteru - nadal była spokojna, mało zaludniona i zielona, jakby skrojona pod podmiejskie budownictwo jednorodzinne.
- Kiedy tu przyjeżdżam z miasta po całym dniu pracy, momentalnie zwalniam obroty i czuję się jak na wakacjach - mówi właściciel. - Cisza i las za płotem robią swoje. Człowiek tu wypoczywa, nawet pracując przy domu. Z radością przejąłem działkę od taty, ponieważ ma m.in. idealną wielkość. Gdyby była większa, nie zdołalibyśmy jej, z żoną, na co dzień ogarnąć.
Z uwagi na usytuowanie parceli względem stron świata, jak najlepszemu wykorzystaniu południowego i zachodniego światła sprzyjało zaplanowanie domu w głębi. Pozwalały na to wymiary posesji, czyli szerokość od frontu 24 m i długość 33 m.
Choć przepisowo nakazuje się tutaj odsunięcie budynku o 6 m od ściany lasu, woleliśmy go postawić w odległości aż 20 m. Dzięki temu nie zacieniają go drzewa, natomiast z okien i z tarasu mamy piękniejszy widok. Wada tego rozwiązania jest taka, że droższe było poprowadzenie przyłączy i utwardzenie podjazdu. Lecz zalety takiej lokalizacji przeważają nad drobnymi wadami!
Działka jest za mała na parterowy obiekt, ponadto Magda i Piotr chcieli dobrze odseparować przestrzeń z sypialniami od dziennej, dlatego szukali projektu domu z użytkowym poddaszem. Według nich, najbardziej pasuje tutaj zwarty i zgrabny budynek, w tradycyjnej stylistyce i koniecznie z ozdobnym kamiennym kominem ze stacjonarnym grillem na tarasie, który obsługuje również wewnętrzny kominek.
- Znając kształt posesji, chcieliśmy, żeby garaż był po prawej, czyli u nas po wschodniej, stronie - opowiada Magda. - Taras z kominem i grillem miał natomiast rozciągać się wzdłuż lewej, zachodniej ściany i przylegać do części dziennej. Taki układ sprawdza się w praktyce. Trudno o coś lepszego od chwili wypoczynku na zewnątrz i naładowaniu akumulatorów w zachodzącym słońcu. Styl domu pasuje do otoczenia. Rzeczony komin podkreśliliśmy betonową okładziną imitującą łupany kamień, a przy oknach planujemy dodać rustykalne drewniane okiennice. Będzie jeszcze przytulniej.
Przeglądając gotowe projekty, zwracałam uwagę na wielkość bryły - nie chciałam z mozołem sprzątać zbyt dużych pomieszczeń - oraz na układ wnętrz i rozmiar kuchni. Wiedziałam, że mając małe dzieci i często przyjmując gości, dużo czasu będę spędzać, szykując coś do jedzenia. Z tego powodu zależało mi na liczniejszych szafkach w zabudowie kuchennej, więc poprosiłam adaptującą projekt architektkę o wydłużenie, o 225 cm, ściany działowej między kuchnią i klatką schodową. Nie podobało mi się, że jego autorzy umieścili wejście do łazienki z "brudnego" wiatrołapu, a przejście z garażu w centrum domu i przez dodatkową sień, zabierającą miejsce.
Przeorganizowaliśmy, z mężem i architektką, te strefy i teraz, moim zdaniem, jest sensowniej. Ciąg komunikacyjny z garażu przebiega przez wiatrołap, wiatrołap i łazienka po zmianie są większe. Podczas budowy, kiedy zdecydowaliśmy się pokryć dach ciężką dachówką cementową, wykonawcy podpowiedzieli, żeby przeprojektować podpory na poddaszu i wpuścić je w ściany, niektóre stały przy ciągach pieszych. Pomógł w tym konstruktor, ale był to trudny moment w trakcie budowy.
Do stanu deweloperskiego budowa postępowała z ekipami generalnego wykonawcy. Właściciele zdecydowali się na taki system ze względu na fakt, sami nie mieliby czasu na szukanie i nadzorowanie kolejnych ekip. Dojeżdżając na działkę ponad 30 km w jedną stronę, mogli najwyżej wizytować budowę co 2 albo 3 dni. A to za rzadko! Mając to na uwadze, podczas najintensywniejszych prac Piotr codziennie przyjeżdżał i włączał się w nie.
- Zatrudniłem firmę z okolicy, bo wydaje mi się, że wykonawcy działający na własnym terenie boją się wyrobienia złej opinii, więc bardziej przykładają się do pracy - mówi Piotr. - Murarze byli fachowi i nie obijali się. Zaproponowali użycie konkretnych bloczków betonowych, my woleliśmy dobrej jakości poryzowane pustaki ceramiczne.
Z dostępnością i cenami materiałów było wtedy różnie - jednego dnia cena była taka, następnego wyższa, dlatego kiedy przyszło do pokrywania dachu, zrezygnowaliśmy z ceramicznej dachówki na korzyść cementowej. Ta pierwsza była droższa aż o 20%. Założyliśmy plastikowe okna z zespolonymi szybami oraz zleciliśmy położenie standardowej termoizolacji. Nie jest przewymiarowana, ale dostatecznie solidna, co widać po kosztach eksploatacji domu.
Przyznaję - mieliśmy wielką ochotę na zbudowanie piwnicy, bo podłoże jest piaszczyste, przepuszczalne, suche. Postawienie jej miało kosztować aż 70 000 zł, dlatego ostatecznie z niej zrezygnowaliśmy. Trochę szkoda, jednak z perspektywy czasu bardziej żałuję, że... mamy balkon przy naszej sypialni. Na wsi i na północnej tylnej elewacji to pomyłka! Nawet ten jeden balkon był drogi, kłopotliwy w realizacji i wykończeniu. Korzystamy z niego rzadko. Zwykły parapet i barierka załatwiłyby sprawę. Nikt nam nie podpowiedział, żeby go pominąć.
Polecam współpracę z generalnym wykonawcą. Robił dla nas kosztorysy ze wskazaniem konkretnych materiałów, a rozliczaliśmy się po każdym ukończonym etapie. Inwestycja trwała 2 lata. Nie przyspieszałem jej, bo istotne są przerwy techniczne, zaczekanie na osiadanie domu, wyschnięcie elementów itp. Radzę nie ignorować zasad budowlanych.
Obecnie pracują w niej zamiennie - nowoczesny kocioł na groszek węglowy z automatycznym podajnikiem paliwa, albo wkład kominkowy z płaszczem wodnym, lecz na samym początku działał sam kominek - w instalacji z zasobnikiem c.w.u. o poj. 200 l, grzejnikami płytowymi i podłogówką (ułożono ją w kuchni, obu łazienkach, wiatrołapie). W lecie wodę użytkową przygotowuje się grzałką elektryczną.
Kiedy właściciele ogrzewali dom i c.w.u. tylko kominkiem z płaszczem wodnym, zużywali 30 mp. drewna. Obecnie na standaryzowany groszek węglowy wydają 3000 zł, na drewno do kominka 500-700 zł (za 2-3 mp.).
Łączne opłaty za zużycie prądu nie przekraczają 3000 zł, za wodę z wodociągu 600 zł. Usługa wywozu segregowanych śmieci kosztuje łącznie 450 zł, natomiast wywozu ścieków z szamba 9 × 180 zł, czyli 1620 zł.
Inne opłaty: monitoring 600 zł; podatek od nieruchomości 350 zł; ubezpieczenie budynku 350 zł.
Redaktor: Lilianna Jampolska