Dorota i Mariusz nie mają złych
doświadczeń z budowy domu.
W porównaniu ze zdobywaniem
pozwoleń, załatwianiem
formalności związanych z budową
domu, a przede wszystkim
uzbrajaniem działki, to była
dla nich przyjemność.
Data publikacji: 2012-07-16
Data aktualizacji: 2012-07-16
Dom murowany, parterowy z użytkowym poddaszem
i garażem; ściany z pustaków ceramicznych Porotherm,
ocieplone styropianem o grubości 15 cm; dach pokryty
dachówką betonową.
Powierzchnia działki: 1650 m2
Powierzchnia domu: 120 m2
Powierzchnia garażu: pod dachem domu 20 m2; garaż wolno stojący 45 m2
Roczne koszty utrzymania: 10 227 zł
Tuż przed gwałtownym skokiem cen nieruchomości w 2004 r. pan
Mariusz, wtedy jeszcze nie znający pani Doroty, kupił działkę
pod miastem. Kierowała nim tylko chęć dobrego ulokowania
oszczędności, bo nie zamierzał budować domu. Świeżo odrolniona
nieuzbrojona ziemia kosztowała 80 000 zł i mieściła się
w limicie cenowym, który wtedy wyznaczył. W tamtym czasie
pan Mariusz mógł za działkę zapłacić do 100 000 zł.
Wybrał tę,
a nie inną okolicę, ponieważ podobała mu się rzadka zabudowa
oraz przyjazna, bo zaledwie dwudziestokilometrowa odległość do
miasta, w którym mieszkał. Brak mediów na posesji nie miał wtedy
większego znaczenia, bo do istniejącej wsi dopiero zaczynali
napływać tacy ludzie, jak pan Mariusz. Rodziła się uzasadniona
nadzieja, że władze gminne zechcą w przyszłości dofinansować
rozwój okolicy, chociażby z funduszy unijnych.
Aby nie płacić za puste powierzchnie
Trzy i pół roku później, kiedy pan Mariusz miał już trzyosobową
rodzinę, a w drodze było kolejne dziecko, zapadła decyzja o wykorzystaniu
zakupionej działki i budowie domu.
– Do budowy domu skłoniły nas ceny na rynku nieruchomości
– mówi właściciel. – Deweloperskie ceny mieszkań nie były adekwatne do tego, co mieliśmy otrzymać. Nie godziliśmy się z Dorotą
na cenę pół miliona złotych za stumetrowe, nie w pełni wykończone
mieszkanie, bo tyle warte były działka i dom pod klucz.
Dom Doroty i Mariusza ma tradycyjną bryłę, porządne ocieplenie i solidny wygląd.
Pokrycie dachu wykonano z dachówki betonowej. Pod nią ułożono grubą warstwę
(30 cm) wełny mineralnej. Na elewacjach, ocieplonych na zewnątrz styropianem
o grubości 15 cm, zastosowano łatwe do mycia tynki silikatowe
Właściciele chętnie wypoczywają na zadaszonym ganku, bo skierowany jest ku
rzadko uczęszczanej, bocznej drodze. Wysunięty garaż osłania go od głównej
szosy, dlatego jest na nim cicho i przytulnie. Odpowiednio wyprofilowany
podjazd zapewnia odpływ wody sprzed budynku
Dorota i Mariusz wykorzystali projekt "Idylla" z pracowni "Dobre Domy". Mają nieduży parterowy dom z obszernym rodzinnym
pomieszczeniem na poddaszu oraz – tak, jak sobie życzyli
– z silnie oddzielonymi strefami dzienną i prywatną. Na dolnej
kondygnacji budynku znajdują się wspólne pomieszczenia
dzienne czyli salon połączony z jadalnią oraz zamknięta kuchnia,
natomiast w części prywatnej oddzielonej holem i korytarzem
– trzy sypialnie (rodziców, syna i córki) oraz dwie łazienki.
Na poddaszu, wspomniane pomieszczenie rodzinne.
– Do wielkości domu podchodziliśmy bardzo racjonalnie,
wykorzystując doświadczenia nabyte w rodzinnych domach
– mówi właściciel. – Nauczyliśmy się, że daną powierzchnię trzeba
utrzymać i trzeba na niej mieszkać. Nie chcemy za kilkanaście
lat, tak jak nasi rodzice i brat, utrzymywać w połowie pustego
domu. Jednocześnie bardzo istotną dla nas sprawą była przestrzeń
gospodarcza.
Dorota i Mariusz rozwiązali ten ważny aspekt następująco.
Garaż pod dachem budynku, mieszczący tylko jeden samochód,
traktują jako składzik na sprzęt domowy, sportowy, ogrodowy.
Natomiast na potrzeby dwóch samochodów i drewutni, zbudowali
osobne wolno stojące pomieszczenie o powierzchni 45 m2. To był
dobry krok!
Urzędnik urzędnikowi nierówny
Budowa ruszyła w sierpniu 2009 r. Sam proces budowy domu
Dorota i Mariusz wspominają dobrze. Gorzej, niestety, zdobywanie
pozwoleń i przyłączanie mediów do posesji.
Jadalnię i salon oświetlają dwa duże okna. Rozciąga się z nich panorama na
wypoczynkową część działki i duży trawnik, na którym chętnie bawią się dzieci.
To jedna z zalet mieszkania pod miastem. Okna połaciowe w dachu oświetlają
natomiast na poddaszu jedno wspólne pomieszczenie rodzinne z telewizorem
Z tyłu domu znajduje się taras wypoczynkowy. Docelowo ma zająć powierzchnię
40 m2. Połowa jest już zadaszona, bo dla właścicieli było to ważne kryterium
wyboru projektu. Płyta tarasu znajduje się na poziomie trawnika i nie ma
schodów. Jest również dostępna z salonu i pokoi prywatnych
– Spotkaliśmy się z dużym oporem ze strony niektórych urzędników
– opowiada pani Dorota. – Przykładowo, urzędniczka
odmówiła przyjazdu na naszą działkę w zimie (bo "zbyt zimno")
i orzeczenia, czy możemy wyciąć chore drzewa. Władze gminne
nie wydały również pozwolenia na zbudowanie studni, co wymusiło
na nas ułożenie na własny koszt przyłącza wodociągowego
długości 150 m. Bez wody nie mogliśmy rozpocząć budowy!
Obecnie, to nasze przyłącze, za które zapłaciliśmy aż 12 000 zł,
jest własnością okolicznego zakładu wodociągowego i zostało
zakwalifikowane jako wodociąg. Wszyscy sąsiedzi mogą się więc
do niego przyłączyć.
Podobny przypadek dotyczy sąsiada mieszkającego
za nami, który na własny koszt zbudował dwustumetrową "nitkę" gazociągu. Na szczęście mamy dobre sąsiedzkie stosunki,
więc udaje się nam rozsądnie rozliczyć wzajemne, nazwijmy to,
przysługi. Nie zmienia to faktu, że budowaniem infrastruktury
wsi powinni zajmować się właściciele sieci przesyłowych, a nie
indywidualni mieszkańcy!
Przyłączenie budynku do sieci gazowej kosztowało 6000 zł,
a do sieci elektrycznej 2000 zł. Nie było większych trudności
z przyłączeniem kanalizacji, ponieważ pan Mariusz, bardzo przewidująco,
zaraz po nabyciu ziemi dołączył do społecznego komitetu, dążącego do skanalizowania wsi. Składka wyniosła 3000 zł,
a sieć kanalizacyjną położono przed zakończeniem budowy
domu.
Właściciele już myśleli, że po kłopotach z przyłączeniem
wodociągu nastąpił happy end, kiedy okazało się, że po deszczu
grawitacyjne studzienki kanalizacyjne "wybijają" ścieki na drogę
dojazdową do domu. Sąsiedzkie wici doniosły, że wykonanie sieci
kanalizacyjnej w okolicy pozostawia wiele do życzenia. Wielu
mieszkańców ma podobne problemy, więc chcąc nie chcąc, rozpoczęli
batalię z wykonawcami i władzami gminy.
Wnętrza właściciele urządzali samodzielnie. W salonie zastosowali jasny parkiet
z jesionu. Ściany z tynkiem cementowo-wapiennym pomalowali na ciepły
słoneczny kolor. Kominek z systemem DGP, rozciągniętym po całym parterze,
traktują jako wsparcie ogrzewania gazowym kotłem kondensacyjnym
Kuchnię również doświetla duże okno. Daje widok na drogę i wjazd
na działkę. Właściciele są z tego zadowoleni, podobnie jak z faktu,
że pomieszczenie kuchenne jest oddzielone od jadalni i salonu.
Komplet jadalny i szafki kuchenne wykonano z drewna
Przyjemne budowanie
– Najlepszą decyzją było nie zatrudnienie do budowy domu
generalnego wykonawcy, a prowadzenie jej systemem wielu ekip
– opowiada pan Mariusz. – Generalny wykonawca wycenił stan
surowy z dachem przykrytym papą, bez instalacji zewnętrznych,
na 220 000 zł. My za tę kwotę wykonaliśmy dodatkowo pokrycie
dachu, przyłącza, drugi garaż, ogrodzenie. To były najlepiej zaoszczędzone
pieniądze w moim życiu!
Budowa zakończyła się w marcu 2011 r. Kosztowała 450 000 zł.
Ekipy wykonawcze z okolicy, zatrudniane zawsze z polecenia, nie
zawiodły. Jak twierdzą właściciele, mimo oczywistych trudów,
budowa sprawiała im przyjemność i satysfakcję. Pan Mariusz
zdecydował się na poryzowane pustaki ceramiczne Porotherm,
dzięki czemu można było uniknąć mostków cieplnych. Po
ociepleniu ścian warstwami styropianu o łącznej grubości 15 cm,
zastosował tynki silikatowe. Chodziło o to, by elewacje można
było w przyszłości umyć. Tynki wewnętrzne wykonano natomiast
w tradycyjnej cementowo-wapiennej technologii.
– Nie oszczędzałem na materiałach ocieplających. Robocizna,
bez względu na grubość ocieplenia, kosztuje tyle samo. Dlatego
na przykład pod dachem zdecydowałem się ułożyć wełnę mineralną
o łącznej grubości 30 cm. W salonie i pokojach prywatnych
mamy duże wyjścia tarasowe, dlatego zastosowaliśmy "ciepłe"
szyby. Warto zwrócić jednak uwagę, z jakiego materiału wykonano
przekładki między szybami.
Mieszkając na terenie wiejskim z częstymi wyłączeniami
prądu, pan Mariusz zadbał o takie skonstruowanie instalacji elektrycznej,
by mimo zaniku prądu, działały podstawowe urządzenia
(dowolne gniazdo można przełączyć na awaryjne zasilanie).
Oczywiście, zabezpieczył ciągłość ogrzewania budynku. W zimie
awaryjnym ogrzewaniem jest wkład kominkowy z systemem
DGP. Gazowa instalacja grzewcza składa się natomiast z jednofunkcyjnego
kotła kondensacyjnego, zasobnika o pojemności
100 l, ogrzewania podłogowego w łazienkach i kuchni oraz grzejników
na ścianach. Kosztowała 25 000 zł i dobrze spełnia swoje
funkcje.